1. (Nie)dola autora (II)


    Data: 04.06.2022, Kategorie: fellatio, intryga, Autor: Pavo

    ... rzecz jasna w stronę męża.
    
    - Co ja tu robię?! Co ty tu robisz?! – odparował, nie bez racji.
    
    - Ja... wróciłam po moją plakietkę. Dostarczałam temu panu paczkę i przypadkiem zostawiłam ją w jego pokoju.
    
    Mimowolnie skierowałem tam głowę. Rzeczywiście, po chwili odnalazłem wzrokiem plakietkę z imieniem i nazwiskiem. Leżała na szafce i nie miałem pojęcia w jaki sposób tam się znalazła. Nie to było jednak najważniejsze.
    
    - Ach tak? A może wróciłaś tu na seksik?! – to znowu on rzucił ze zdenerwowaniem, i trudno było mu się dziwić.
    
    - Seksik? Czyś ty oszalał?! – dobrze odgrywała swoją rolę. – Ten pan jest znanym pisarzem, wiesz co o nas pomyśli?!
    
    - Nie udawaj! Wynająłem detektywa by cię śledził i on potwierdził wszystkie moje przypuszczenia...
    
    - Kazałeś mnie śledzić?!
    
    - Chyba nie bez powodu, no nie?!
    
    - To żałosne! Chcę rozwodu!
    
    - Nie! To ja chcę rozwodu!
    
    Cała rozmowa zaczęła być co nieco groteskowa. Jej bohaterowie wręcz zapomnieli o mojej obecności. Chciałem nawet powiedzieć by nie przeszkadzali sobie, podczas gdy ja udam się do pokoju i w spokoju będę kontynuował spisywanie losów pary argentyńskich kochanków, gdy rozległo się pukanie do drzwi. I znów, jak te psy Pawłowa, obróciliśmy się w ich stronę. Kogo znowu cholera niesie?! Chociaż niewiele już było mnie w stanie zaskoczyć. Ponieważ żadne z państwa Kowalskich nie nosiło się z zamiarem podejścia do drzwi, uczyniłem to sam.
    
    Naszym oczom ukazała się kobieta. Nie miałem pojęcia, ile może mieć ...
    ... lat, ponieważ twarz miała przesłoniętą jakimś fikuśnym szalem, a na oczach zainstalowane wielkie okulary przeciwsłoneczne (następna...). Była wysoka, powiedziałbym że nienaturalnie wysoka jak ja kobietę, a przywdzianą miała jakąś dziwną spódnico-sukienkę, przypominającą indyjskie sari. Ogólnie rzecz biorąc, sprawiała wrażenie albo wariatki albo osoby która za wszelką cenę chce ukryć swoją tożsamość. Dostrzegłem tylko rude włosy.
    
    - Pani do kogo? – spytałem po chwili nienaturalnej ciszy.
    
    - Ty, tyyy! – krzyknęła, wprawiając mnie w przerażenie, ale po chwili jasne się stało, że słowa te nie odnosiły się do mnie, lecz do stojącego za mną Kowalskiego. Nie bacząc nawet na moją obecność, przecisnęła się obok i podążyła ku niemu. Obróciłem się by nie uronić ani kawałka z tej przedziwnej sceny. Kobieta zbliżyła się doń szybkim krokiem i z całej siły uderzyła z plaskacza w twarz.
    
    Echo tego uderzenia rozniosło się po całym mieszkaniu jak po jaskini. Wpatrywaliśmy się wraz z Anią w ten przedziwny obrazek, po czym nieznajoma wykrzyczała do Kowalskiego:
    
    - Wiedziałam, wiedziałam że mnie oszukujesz! To twoja żona, tak?! Nic nie mów! Wynajęłam detektywa, który cię śledził! – swoją drogą, sprzysięgli się wszyscy z tymi detektywami?! – Okłamywałeś mnie tyle czasu, że już dawno z nią skończyłeś! Mam tego dosyć! Z nami koniec!
    
    To powiedziawszy, zdzieliła Kowalskiego w drugi policzek, tak że wyglądał teraz naprawdę żałośnie, ale za to symetrycznie. Po czym obróciła się na pięcie i bez ...