1. (Nie)dola autora (II)


    Data: 04.06.2022, Kategorie: fellatio, intryga, Autor: Pavo

    ... słowa dalszych wyjaśnień wyszła, trzaskając z impetem drzwiami.
    
    Staliśmy jak wryci. Patrzyłem na Kowalskiego z uśmiechem politowania. Ideał sięgnął bruku. Wzór cnót, dżentelmen w każdym calu, ą-ę przez bibułkę – cała misternie budowana przez niego poza męża który przyłapał żonę na zdradzie legła w gruzach.
    
    - I co, panie Kowalski? Kant niech się kantem odciska? – spytałem z szyderczym uśmiechem. On zaś chyba chciał coś odpowiedzieć, ale wyraźnie się zapowietrzył, po czym także wybiegł z domu, podążając za kochanką. Jeśli Ania chciała kazać mu wybierać między nią a rudowłosą, już nie musiała tego robić. Obróciłem się w jej stronę. – Nie ukrywam, że trochę się zawiodłem.
    
    Była to prawda. Mimo wszystko, cała ta szarada prowadzona była bez mojej wiedzy o istnieniu męża Ani.
    
    - Daj spokój – żachnęła się. Wiedziałam, że on też mnie zdradza. Właściwie, to on zaczął – dodała, widząc moje spojrzenie. – Był dupkiem i seksoholikem, łaził na kurwy i wyrywał wszystkie koleżanki. Z tego co się dowiedziałam, przez nasze łóżko przetoczyła się ich pokaźna liczba. Żyłam z tym przeświadczeniem jakiś czas, ale gdy spotkałam ciebie, postanowiłam że odbiję sobie to wszystko. A że dziś wszystko się skumulowało akurat tutaj... – wzruszyła ramionami. – Naprawdę ma to dla ciebie jakieś znaczenie?
    
    Po namyśle, nie miało. Ale Kowalski wciąż mógł iść do prasy. Podzieliłem się tymi wątpliwościami z Anią. Wybuchnęła śmiechem.
    
    - Detektyw, którego wynajęłam, na pewno zebrał sporo dowodów jego ...
    ... niewierności. Jeśli będzie chciał ci zaszkodzić, my zaszkodzimy jemu.
    
    - W jaki sposób? Kogo niby mogą interesować jego losy? Przecież jest zwykłym facetem, jakich pełno.
    
    - Nie jest – zachichotała. – Jego ojciec jest znanym politykiem, prawiącym o powinności zachowania czystości współżycia małżeńskiego.
    
    Również ja się roześmiałem.
    
    ***
    
    Widziałem Kowalskiego jeszcze tylko jeden raz. Kilka dni później przyszedł do mnie i oznajmił konspiracyjnym tonem (zupełnie niepotrzebnym, gdyż byliśmy sami w domu) że przeprasza za zamieszanie, ma nadzieję że nie zaszkodzimy sobie wzajemnie i bla bla bla. Zapewniłem, że ja również mam taką nadzieję, po czym uścisnęliśmy sobie ręce i rozstaliśmy się na zawsze.
    
    Na zawsze rozstałem się też, niestety, z Anią. Jakiś czas później oznajmiła mi, że na dobre wyprowadza się z miasta, rozpocząć wszystko gdzie indziej. Nie było łzawych pożegnań, niespodziewanych deklaracji o miłości do grobowej deski i chęci ruszenia za sobą na drugi koniec świata. Nawet nie powiedziała mi tego osobiście. Po prostu, jednego dnia, po jej wyjściu, dostrzegłem na biurku list, w którym podziękowała mi za wszystko i wyraziła nadzieję że nie mam jej nic za złe. Oczywiście, że nie miałem. Wiedzieliśmy obydwoje, że nasz romans kiedyś się zakończy. Coś się kończy, coś się zaczyna.
    
    Nigdy nie powiedziałem Ani, że dzięki niej proces tworzenia książki ponownie ruszył z kopyta. Nigdy nie dowiedziała się też, że cała szarada między nią, mężem (już niedługo – mieli ...