-
Panna w ogóle
Data: 16.06.2022, Kategorie: podróż, nieznajomy, alkohol, marzenia, Autor: Tamara
tak lubię. Jestem tu panem i nikt mi nie właduje się do przedziału. Rozsiadam się wygodnie przy oknie i wyciągam nogi, kładąc buciory na przeciwległym siedzisku. Z plecaka wyciągam puszkę EB i bez ceregieli zabieram się do konsumpcji. Przyjemny dla ucha dźwięk otwieranej puszki, i już wlewam w gardło solidny łyk piwa. Spławiłem ostatniego kandydata na współpasażera i kolejny nie tak prędko spyta o wolne miejsce. Przynajmniej do Warszawy mam spokój. Swoją drogą, czemu pytają, skoro widzą, że jestem tu sam? Jest wolne miejsce, to się ładujesz człowieku, i koniec! Wpatruję się w okno i obserwuję, jak miasto rzednie, a potem znika całkowicie w szarym świetle zmierzchu. Jutro przed południem będę u kumpla w Zakopcu i damy w palnik, i to solidnie. Świetny z niego był kompan w wojsku i nie odpuściłbym okazji, by go odwiedzić w jego rodzinnej wiosce. Obiecaliśmy sobie to jeszcze przed wyjściem do cywila, więc spakowałem plecak i – Szykuj się Jędrek! Jadę do ciebie! Tak się cieszę na to spotkanie, że z rozpędu wypijam piwo duszkiem i zapalam szluga. Przedział wypełnia się białym dymem, a ja czuję się jak król. Drzwi się nagle otwierają, firanka z metalicznym zgrzytem ucieka w bok. – Kontrola biletów. – Wysoki konduktor dyskretnie spogląda na mnie, nie ma ochoty na kontakt wzrokowy. Macha otwartą dłonią przed twarzą chcąc rozgonić gęstą chmurę, ale nic nie mówi. Nie może! Bo to przedział dla palących i cmoknij mnie w pałę, frajerze! Podaję mu bilet. Ogląda go, ...
... jakby to był obrazek z gołą babą. – Proszę uchylić okno, gdy pan pali. – Nie patrząc na mnie, oddaje bilet i szybko ucieka za drzwi. Proszę uchylić okno, proszę pana. Jaki grzeczny. Jaki kulturny. Frajer! Gdy pociąg dojeżdża do kolejnej stacji, jest już ciemno, a ja ma za sobą już dwa piwa. Zaczyna mnie gonić do kibla, ale teraz nie mogę. Nie dlatego, że na stacji nie wolno, pieprzyć to, lecz dlatego, że muszę pilnować, by mi jakiś frajer nie władował się do przedziału. Pociąg zatrzymał się z głośnym gwizdem szyn dartych kołami wagonów. O tej porze roku nie ma zbyt wielu chętnych na wakacje w górach, więc też peron świeci pustkami. Nie specjalnie się rozglądam przez okno, pęcherz mnie ciśnie, ale chyba nikt się nie dosiadł. Ruszamy. Zostawiam plecak na fotelu i czym prędzej do kibelka, zanim fiuta mi urwie. Wpadam w ostatniej chwili. Dobrze, że mam na sobie spodnie od dresu, więc szybko sztany w dół, i już leje. Co za ulga! Jaka rozkosz! Wylewam z siebie zawartość jednej puszki, druga gdzieś tam wędruje we mnie, i wracam do przedziału. Mijając przedziały, spoglądam do nich z zainteresowaniem. Może w którymś znajdę towarzystwo do kielicha? Ktoś może zaproponuje flaszeczkę? Nic z tego. Jakieś wymoczki w sweterkach, kilka staruszek, jeden ksiądz i zakonnica. Patologia. Wracam do siebie lekko zawiedziony. Pamiętam, jak wracaliśmy z woja. Towarzystwo było takie, że zanim wytrzeźwiałem, dojechałem do Ustrzyk Dolnych przez Lubin. A przecież służyłem w Braniewie i ...