-
Schody do nieba (VI). Klub konesera
Data: 01.07.2022, Kategorie: sekta, rytuał, sąsiadka, Autor: Man in black
Po powrocie do domu Adam czuje się bezpiecznie. Przynajmniej na tyle, że udaje mu się przespać dziewięć godzin i nie budzi się co chwila zlany potem. Po południu składają mu wizytę sąsiedzi. Nie spodziewał się nikogo, więc w pośpiechu zakłada dżinsy i koszulkę. Jola i Bogdan są małżeństwo mieszkającym kilka domów dalej. Ich znajomość nigdy nie była zbyt intensywna. Mówią sobie cześć na ulicy, dyrektor był u nich raz na kawie i wtedy zapowiedzieli, że również odwiedzą go z rewizytą. Zaprasza ich do salonu, gdzie w pośpiechu włącza kominek, stawia na stół butelkę koniaku i proponuje kawę. Goście są w jego wieku. On wygląda na sympatycznego faceta, ma miłą aparycję, choć wydaje się nieco metroseksualny. Z kolei jego żona, to zgrabna blondynka o jędrnym miłym dla oka biuście i dużych niebieskich oczach, trochę w stylu amerykańskiej country girl. Ilekroć na nią patrzy, widzi ją w obcisłych dżinsach, kowbojkach, kapeluszu i flanelowej koszuli zawiązanej w supeł na odkrytym płaskim brzuchu. Widzi ją też bez tych wszystkich fatałaszków, przecież ma bogatą wyobraźnię. – Chcieliśmy cię zaprosić w jedno intrygujące miejsce – Bogdan bawi się szklaneczką wypełnioną częściowo bursztynowym płynem – byłoby nam miło, gdybyś się zgodził. – O jakim miejscu mowa? – Prawdę powiedziawszy, to sami nie wiemy – Jola uśmiecha się do niego, wygląda niewinnie jak anioł. – Chwilę – gospodarz patrzy na nich kolejno – zapraszacie mnie gdzieś, ale sami nie wiecie gdzie? – Brzmi trochę ...
... absurdalnie, wiem, ale posłuchaj chwilę – zachęca go mężczyzna. – Ostatnio zapisałam się na kurs jogi – kobieta od razu przykuwa uwagę gospodarza – uczęszczam tam od dwóch miesięcy i wyobraź sobie, że jedna z kobiet, które przychodzą na treningi, powiedziała mi, że jeśli mam ochotę poznać jogę z zupełnie innej strony, to mogę wpaść, z kim chcę do klubu, w którym jest zarówno coś dla ciała i ducha – gospodarz wsłuchuje się w jej słowa – troszkę się krępujemy pójść tam sami. Poszedłbyś? – A gdzie to jest? – O to właśnie chodzi, mamy tylko numer do taksówkarza, który po podaniu hasła, zawiezie nas na miejsce. Co ty na to? Czy to nie jest podniecające? – Jakiego hasła? – Schody do nieba – zdradza aksamitnym głosem Jola. W jednej chwili świat wiruje Adamowi przed oczami. – Dobrze się czujesz? Pobladłeś – Bogdan nachyla się w jego stronę nad stołem. – Nie, nie... wszystko gra. Macie ten telefon? – Owszem, ale nie możemy go nikomu dawać – kobieta zdaje się z nim droczyć – za to możesz pojechać z nami. Co ty na to? – W porządku, kiedy się tam wybieracie? – W sobotę. * Kinga siedzi za swoim biurkiem. Ma na sobie swój zwyczajowy strój asystentki, włosy starannie upięte, a jedyne co się zmienia w jej wyglądzie, to makijaż. Jest mocniejszy. Uśmiecha się do szefa, kiedy ten wchodzi do środka. Powitanie odbywa się głównie za pomocą wzroku, w którym zawiera się cała tajemnica ich znajomości. Spojrzenie jest krótkie, ale intymne jakby za pomocą oczu chcieli ...