-
Schody do nieba (VI). Klub konesera
Data: 01.07.2022, Kategorie: sekta, rytuał, sąsiadka, Autor: Man in black
... pokazuje, że to ona ma w tym towarzystwie prawdziwe jaja. Pomieszczenie, do którego zostają zaprowadzeni, jest dużo bardziej kameralne. Podłogi, ściany i sufit wyłożono szkarłatnym atłasem. Lampiony podkreślają tylko krwistą barwę wnętrza. Pośrodku znajduje się nieduża scena, na podwyższeniu. Ot, jakieś osiemdziesiąt centymetrów wyżej niż podłoga. Wokół niej siedzi kilkanaście osób. Jedni mają skrzyżowane nogi inni wyciągnięte przed siebie albo gniotą własne pięty pośladkami. Wszyscy troje zajmują miejsca. Na scenie zjawia się kobieta i mężczyzna. Ona zgrabna, filigranowa o długich ciemnych włosach i choć jest naga, na rękach i nogach ma bransoletki, które wydają delikatne dźwięki przy każdym ruchu. Jej towarzysz jest dobrze zbudowany i hojnie wyposażony przez naturę. Dźwięki hinduskiej muzyki sączą się zewsząd. Na oczach gości para znajdująca się na scenie, zaczyna się kochać w przeróżnych zadziwiających i ekwilibrystycznych pozycjach, czym wzbudzają uznanie widzów. Kopulują z dużą wprawą i finezją, a do tego taką niewymuszoną lekkością. Jakby nie ograniczała ich grawitacja, kondycja i cała reszta. Nigdzie się nie spieszą. Początkowo cała trójka czuje się zawstydzona. Dla każdego z nich oglądanie seksu na żywo jest nowym doświadczeniem. Jest to trochę dziwne, a z całą pewnością niecodzienne widowisko. Siedzieć pośród obcych ludzi i asystować podczas tak intymnego aktu wywołuje wstyd, później wypieki na twarzach, a kiedy się oswajają, przychodzi ...
... fascynacja. Partnerka odgrywająca rolę instruktorki jest tak giętka, że zapiera dech w piersiach. Na sali zapada absolutna cisza, a pomiędzy gośćmi przemyka młoda dziewczyna i roznosi każdemu poczęstunek. Napój nieokreślonej zwartości, który zapachem przypomina Amol. Coś w ten deseń. Adam patrzy na scenę. Ta kobieta, aktorka czy jak ją można nazwać, jest lekka i zwinna jak kot. Porusza się z taką gracją, panuje nad swoim ciałem tak perfekcyjnie, że do mężczyzny dociera zaskakująca myśl. Seks może być prawdziwym dziełem sztuki. Nagle czyjś głos, najprawdopodobniej gdzieś zza kotary prosi zebranych, żeby złapali się za ręce i rozpoczęli mantrę. Głos rozpoczyna pierwszy, żeby wprowadzić mniej wtajemniczonych. Adam podaje rękę obcej kobiecie siedzącej po jego lewej stronie i Joli, która jest z prawej pomiędzy nim a swoim mężem. Wszyscy zaczynają monotonnie mruczeć poszczególne dźwięki, podczas gdy para na scenie zdaje się dopasowywać swoje ruchy do płynącej w eterze mantry. Nie mija dziesięć minut, kiedy dotyk dłoni obydwu kobiet i szczególna atmosfera sprawia, że dyrektor ma wzwód. Jola puszcza do niego oko, po czym odwraca głowę i wpatruje się łakomie w scenę. Mężczyzna widzi sterczące sutki pod cienką bluzką swojej sąsiadki po lewej stronie. Jego wzrok w ogóle jej nie peszy. Powoli zasycha mu w gardle. Wszyscy tutaj wydają się niesamowicie otwarci. Wreszcie niecodzienny performance dobiega końca. Rozlegają się brawa i owacje na stojąco. Aktorzy kłaniają się widzom, uśmiechając się przy ...