1. Adam, Ewa i cała reszta, czyli gody miedziane, w cynę oprawne - część 3 z 3 (11/11)


    Data: 06.09.2022, Autor: AgnessaNovvak

    ... ostatnimi czasy coraz częściej i najwidoczniej dobrze dogadujecie, bo bez tego na pewno nie pozwoliłabyś sobie cipki wymalować – parsknął szczerym śmiechem, mając nadzieję, że choć trochę rozładuje emocje – to podejrzewam, że między wami jest coś więcej, niż tylko zwykła przyjaźń. Przy czym ja i tak nigdy nie pojmę relacji między kobietami.
    
    – Ja też nie, nie martw się – powiedziała Ewa bardziej do siebie.
    
    – Natomiast wracając do właściwego zagadnienia… jeśli zechcesz się z nią kochać, nie będę z tego powodu najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Ale ci tego nie zabronię, ani nie będę potępiał! Mam tylko prośbę, czy raczej dwie: powiedz mi o tym, to raz. A dwa, niech to nie będzie miało wpływu na dziewczynki, dobrze? Bo tego jednego ci nie daruję i – zrobił krótką pauzę, marszcząc brwi i ściągając usta – choćbym miał poruszyć niebo i ziemię, nie pozwolę, żeby cokolwiek złego stało się naszym córkom.
    
    Ewa spojrzała w wąziutkie szparki oczu Adama i przełknęła ślinę. Jedyną emocją, jaką teraz odczuwała, był strach.
    
    – O to nie musisz się bać... – spuściła głowę.
    
    Adam rozchmurzył się błyskawicznie, przyciągnął ją do siebie zdecydowanie i pocałował. Nie we włosy czy policzki, lecz w usta. Na razie tylko przez chwilę.
    
    – Natomiast czy ja chcę, byśmy poszli do łóżka we trójkę? – wznowił dyskusję, przecierając wargi ze śladów szminki. – Przepraszam, ale nie. Dziękuję ci za szczerość i postawienie sprawy wprost. Przyznam, że pod pewnymi względami mnie to kręci. ...
    ... Zwłaszcza że sam znam facetów, którzy po takiej deklaracji ze strony dziewczyny, żony czy kogo tam jeszcze, z miejsca umawialiby spotkanie trójstronne na najwyższym szczeblu. Ale ja po prostu odmawiam. Nie, Ewa. Nie mógłbym tego zrobić ani tobie, ani sobie samemu. Ciebie kocham, ciebie chcę i tylko ciebie pragnę do końca swoich… Ewa, co ty?
    
    Odepchnęła go tak, by usiadł wyprostowany i wskoczyła na kolana niczym rozszalała, upojona buzującymi hormonami nastolatka, przygniatając dopiero co przygruchanego chłopaka. I nie czekając na pozwolenie ona wpiła się w jego usta, pieszcząc je długo i namiętnie, aż ślina spłynęła obity futrem kołnierz płaszcza.
    
    – Ekhem, ekhem. Ja rozumiem, że lubicie być ze sobą i kochacie się tak mocno bardzo, ale… Mamo, złaź z taty, ludzie patrzą! – fuknęła mała rudzielca, która nie wiedzieć kiedy zmaterializowała się obok ławeczki, zerkając z jawnym pożałowaniem to na będącą adresatem tych słów parę dorosłych, to towarzyszącą jej bliźniaczkę.
    
    ***
    
    Prychnął kilkukrotnie, starając się zdmuchnąć pachnące waniliowymi perfumami włosy, łaskoczące go w nos, lecz ostatecznie uznał, że i tak nic w ten sposób nie wskóra. Dlatego odsunął się, uniósł na łokciach ponad zmaltretowany regularnymi ekscesami materac i wyjrzał przez niezasłonięte, mimo późnej pory, okno. Poobserwował opadające bez zbędnego pośpiechu, migoczące w świetle ulicznych lamp płatki śniegu i płynące ponad nimi, zasnuwające granatowoczarne niebo ołowiane chmury. Obrócił wzrok, skupiając się na ...
«12...91011...14»