-
Przygoda w górach
Data: 21.10.2022, Kategorie: przygoda, wycieczka, Autor: jake
Czwórka moich znajomych tj. Kacper, Kuba, Marta i Asia wpadła na pomysł by wybrać się w czasie zimowych ferii uniwersyteckich na wycieczkę po austriackich Alpach. Postanowili zabrać mnie ze sobą. A bo to, że znam niemiecki, że Austriaczki to nie Niemki, że wreszcie zobaczę prawdziwe góry itd. Zgodziłem się chyba tylko dla świętego spokoju. Aśka pomyślała, że najlepiej to zadzwoni do swojej znajomej z liceum by nam zaplanowała całą wycieczkę. Miała podobno spore doświadczenie i chodziła już po Himalajach więc na pewno nam pomoże. Otrzymaliśmy odpowiedź mailem, który zrobił na mnie spore wrażenie. Mianowicie, żeby Kaśka się dwa razy stuknęła w czoło, bo Alpy i Himalaje to trochę zupełnie inne góry i jak ona sobie wyobraża, żeby zaplanowała nam żółtodziobom bezpieczną wycieczkę. Sam chciałem podobnie skomentować ten pomysł, ale raczej nie udałoby mi się tego ująć tak ładnie. Ostatecznie stanęło na tym, że himalaistka Ola sama spotka się z nami w Wiedniu i stamtąd wszyscy pojedziemy w góry. Zaczęliśmy przy bardzo ładnej pogodzie. Słońce mocno grzało, tak że wszyscy mieliśmy rozpięte kurtki a śniegu było naprawdę nie wiele. Góry robiły spore wrażenie, nie dało się ich porównać ze znanymi mi Sudetami. Ale pochłonięty byłem zupełnie czymś innym. Ola wydawała się osobą jak gdyby z innego świata. Zdecydowana, o określonym celu i konsekwentna stanowiła nowość w stosunku do znanych mi dziewczyn na studiach. Przy pięknych kształtach i ciętym dowcipie zdawała się być wreszcie ...
... osobą "określoną" w swym charakterze. Konsekwentnie też trzymała na dystans całą grupę, wydając krótkie polecenia i nie mówiąc za wiele. To sprawiało duże problemy z ewentualnym bliższym jej poznaniem. Trzeciego dnia zerwała się zamieć. Zgodnie z prognozami miała nadejść dopiero za dwa dni, kiedy my będziemy już wracać. Na polecenie Oli zebraliśmy cały obóz i zaczęliśmy kierować się w dół. Po jakimś czasie, który dla mnie w białym oceanie śniegu mógłby być zarówno godziną jak i minutą zorientowałem się, że przywiązana do każdego z nas lina swobodnie ciągnie mi się za nogami. - Ola! - Co? - Zgubili się! - Co?! - Zgubili się! Cała czwórka! Nie ma ich! Nie przywiązali liny! - Żartujesz?! Cofnęła się i po omacku sprawdziła koniec liny od jakiegoś czasu sunący po śniegu. - Dawaj krótkofalówkę – włączyła i zaczęła ich wywoływać – Odbiór. Aśka, Kuba, Marta, Kacper. Zeszliście ze szlaku. Odbiór – cisza – Kierujcie się do schroniska na północny wschód. Tam się spotkamy – nikt nie odpowiedział – Kurwa mać! Ja z wami... Idziemy! - Co? Nie wrócimy po nich? - Słuchaj Janek. Schronisko jest 250m stąd. Nie puściła bym was samych pod namioty gdyby było dalej. Przy takiej pogodzie możemy sami zabłądzić. Jeśli zeszli ze szlaku to ich nie znajdziemy, jeśli wciąż nim idą to do nas dojdą. Jutro dam sygnał na pogotowie. Te "250m" zajęło nam całe popołudnie. Śnieg narastał w takim tempie, że ślad zrobiony ostatnim krokiem znikał w parę sekund. Gdy było już ciemno ...