-
Przygoda w górach
Data: 21.10.2022, Kategorie: przygoda, wycieczka, Autor: jake
... bardziej wpadliśmy na schronisko niż do niego dotarliśmy. Ku naszemu wspólnemu zaskoczeniu przywitały nas pustki, ciemny przedpokój z fotelami i napis "Accogliere i viaggiatori". Nie było prądu. Nie mogło być jeśli w schronisku nikogo nie ma. A nie mogło być bo w zimę nie ma sensu obsadzać wszystkich schronisk załogą na trasach, na których nikt nie zapowiada podróży. Była woda i jedzenie. Wyposażenie pokoi noclegowych było dość skromne, ale wydawało się, że damy radę przeczekać zamieć. A było co przeczekiwać. Z oczywistych powodów Ola nie paliła. Na pewnych wysokościach w górach to jak strzelenie sobie w stopę. Ja z przyczyn ideologicznych. Przy braku zapałek i zapalniczki mogliśmy pomarzyć o rozpaleniu kominka, czy uruchomienia kuchenki gazowej. Naszą kolację stanowiły zimne konserwy. Jednak najgorsza była noc. Ola zajęła pokój na początku korytarza, mnie wyznaczając ten na jego końcu. Kołdra była za cienka na tak zimne noce w nieogrzewanym pokoju. Sprawdziłem wyposażenie pozostałych. Wszędzie tylko śmierdzące stare koce. Założyłem kurtkę i zimowe spodnie i dopiero wtedy mogłem zasnąć. Rano wciąż jeszcze sypało. W kuchni znalazłem kolorowe pudełko z czekoladkami. Może tak ją jakoś do siebie przekonam? - Ola? – zapytałem nieśmiało, wchodząc do jej pokoju. Była zajęta walką z popsutą od rana krótkofalówką – zobacz co dla ciebie znalazłem - O czekoladki – powiedziała niebezpiecznie się uśmiechając – to może jeszcze pójdziesz na dwór poszukać kwiatów? - ...
... Eee... - Zabieraj się z tym gównem jak najdalej ode mnie. I to by było na tyle z pozytywnego nastawiania. Po kolejnych konserwach wypiliśmy zimną herbatę pogryzając ciastkami. Zaintrygowany pewnym elementem jej dłoni w końcu zdecydowałem się przerwać ciszę. - Kim on był? - Kto? - Ten, który dał ci pierścionek. - Nie mam żadnego pierścionka. - Ale miałaś. Musiałaś się z nim opalić na którejś wycieczce – oj tak! Zarwanie nocy przed egzaminem dla obejrzenia Sherlocka Holmesa było warte zobaczenia pierwszego wyrazu zaskoczenia na tej prześlicznej buzi. - Nigdy więcej mi o nim... - wstała zakrywając dłonie i wyszła, zostawiając mi sprzątanie po śniadaniu. Rozdrażniony zacząłem szukać jakiegoś generatora. Znalazł się za kuchnią. Zasilany na gaz stanowił dla mnie sporą zagadkę. Głównie dla tego, że był obsługiwany elektronicznie a całe menu z instrukcją włącznie było dostępne jedynie po włosku. - Pojedź z nami do Alp. Przecież znasz niemiecki. Kurna. Szkoda tylko, że nie uczyłem się włoskiego, gdy była ku temu okazja – wspominałem słowa znajomych pod nosem wciskając na chybił - trafił kolejne guziczki. - Zostaw to. Wybuchnie i umrzesz albo co gorsza zepsujesz. To zabolało. Tak, że nie byłem w stanie przebywać z nią w jednym pokoju. Nadszedł wieczór. Gdy już leżałem pod kołdrą przyszła mi do głowy myśl, że przecież o to Olce chodziło. Nie patrzy na mnie z niechęcią. To fakt, nie może jej też raczej chodzić o moje zachowanie, czyli problemem nie ...