-
Samotna Królewna (I)
Data: 31.10.2022, Kategorie: nieletni, rozwód, pierwsza miłość, wpadka, zakochanie, Autor: Taka_Miłość
... robić? – Jak to w Boga nie wierzysz? Chrzestną masz być? – No nie wierzę, ale chrzest i bierzmowanie mam, to matką chrzestną mogę być. Poza tym nie wtryniaj mi się, bo opowiadam teraz moją historię. Na czym ja skończyłam? A no tak, na tym, że debil mi kazał chodzić do kościoła, no i ja nie chciałam, on mnie szarpnął, ja mu dałam w twarz, jego poniosło, i mi oddał, i zagroziłam, że albo mnie odeśle, albo powiem wszystko babie co tam do nas przyłaziła, albo podetnę sobie żyły. Uznał, że nie będzie się męczył z gówniarą, w sensie mną, no i mnie odesłać postanowili, a Patryk poszedł w moje ślady, bo był przy tym obecny, i też rzucił szantażem. No to potem nas dali do tego bidula, nie co wcześniej, a tego co ty w nim byłaś. A tym ludziom... tej rodzinie zastępczej, przyznali jakieś małe bachorki, takie biedne kajtki, szkoda mi ich tam, bo dom jak muzeum. Sama porcelana, antyki i obrazy. Istna beznadzieja. Oto koniec historii. – Dziękuje za streszczenie. – Sięgnęła po kieliszek, przybliżyła go i dolała sobie soku wprost z kartonika. – Też tak chce – szepnęłam niczym małe, obrażone przez pominięcie dziecko i uklęknęłam przy niej z butelką. Na owej butelce złożyłam ręce niczym do modlitwy. Wiktoria już nawet się nie śmiała z moich poczynań. Była do nich po prostu przyzwyczajona. Nie trudziła się napełnianiem mojego kieliszka. Dolała mi soczku po prostu wprost do butelki. Ja tę buteleczkę zakręciłam, porządnie to wszystko wymieszałam i spróbowałam. – Pychoszka – ...
... stwierdziłam z promiennym uśmiechem od ucha do ucha i zmieniłam repertuar płynący z głośników firmy , będących podłączonymi wprost do mojego telefonu komórkowego marki . Uwielbiałam tę markę, choć za dzieciaka byłam raczej fanką . Teraz cały pokój nie rozbrzmiewał rapem ani balladami rockowymi, a gorącymi rytmami erotycznego discopolo, nie mówiącego o niczym innym, jak o imprezowaniu, chlaniu i pierdoleniu. Tego właśnie dzisiaj było mi potrzeba. Wytańczyłam kawałek, przepiłam moją nieczułość na melodie i te kanciaste ruchy, by wreszcie krzyknąć: – Chcę się bawić! Chodźmy na disco! – Chwyciłam Wiktorie za dłoń i pociągnęłam. – Dopiero zerwałaś z Oskarem i... – I coś mi się od tego życia należy, prawda? W końcu jestem rozwódką. – Nie, nie jesteś. – Jestem. – Tupnęłam prawą nogą. – Separacja w naszym przypadku to jak rozwód. – Odgarnęłam nieposłuszne włosy w tył, chwyciłam za fluid z , miętową kredkę do oczu i mocno czarny tusz. Wszystkie te przybory znajdowały się w małej, drewnianej skrzyneczce, której zamykanie odpadło lata temu. – Idę się przemalować, ty też popraw co nieco i ruszamy w tany – postanowiłam. – Katrina, ja wstaje rano do pracy! – krzyknęła za mną, gdy już byłam w drodze do łazienki. Zanim zasunęłam za sobą, stare, ledwie trzymające się kupy, harmonijkowe drzwi, odkrzyknęłam: – Wiem, wiem, będziemy tylko do pierwszej! Jesteś mi coś winna! W końcu to z twojej winy go ponownie spotkałam! Odkręcając tusz do rzęs, wejrzałam ...