-
Samotna Królewna (I)
Data: 31.10.2022, Kategorie: nieletni, rozwód, pierwsza miłość, wpadka, zakochanie, Autor: Taka_Miłość
... jeszcze raz na te nieszczęsne drzwi. Doszłam do wniosku, że w najbliższym czasie, będzie trzeba je wymienić na jakieś masywniejsze. Właściwie to się dziwiłam, że moja matka jeszcze nie wypierdzieliła ich na śmietnik. Ona miała w zwyczaju pozbywać się wszystkiego co się zepsuło. Tylko przy moim ojcu jakoś tak wyjątkowo długo trwała, pomimo że ten model faceta, zużył się już jakieś osiem lat po ślubie. W końcu to on puścił ją kantem z piętnaście lat młodszą zdzirą, która zaszła w ciąże. Tan machnięty na tylnym siedzeniu bachor, rozpierdolił moją rodzinę. Nie, bo w końcu dziecko jest nic nie winne, ale z drugiej strony, nikt nie zadbał o to, bym z tym młodszym ode mnie, o dwanaście lat, szczeniakiem, miała jakieś więzi, dlatego nie musiałam mówić o nim , ani udawać jak bardzo mi na nim zależy. To nawet i lepiej. W końcu na co było mi go znać? Ja tam, sama o sobie, wolałam mówić, że jestem jedynaczką. Jednak nią nie byłam i kiedy to do mnie docierało, to na krótki moment miałam wrażenie, jakby cały świat wokół mnie się burzył. Teraz też tak było. Usiadłam na zamkniętej desce klozetowej, oparłam się łokciem o kosz na pranie, a dłoń przyłożyłam do czoła. Miałam dwoje braci, miałam ojca, miałam macochę, babcie, ciotki, wujków i kuzynów, a od lat nie czułam przy moim boku, ni cienia, ich obecności. Tak zwyczajnie odwrócili się od nas plecami, kiedy my najbardziej ich potrzebowałyśmy. Zapomnieli. Skreślili. Nagle z dnia na dzień przestałam być częścią ich drzewa ...
... genealogicznego i moja matka tak samo, nagle, przestała być ich rodziną. Nie zamierzałam się jednak użalać nad sobą i swym losem, bo jak w piosence Alicji Janosz . Po co więc lać łzy nad rozlanym mlekiem i zmuszać się do zmiany tego, czego zmienić się nie da? Lepiej iść naprzód i świetnie się bawić, nie rozpamiętywać, nie czuć, udawać, że się nie cierpi. Umalowane i ubrane staliśmy już przy drzwiach. Ja właśnie wkładałam do niewielkiej kieszonki, umiejscowionej na lewej piersi, banknot dwudziestozłotowy i rozglądałam się za kluczami. – Trzy dychy nam starczy? Ja nie mam więcej niż dyszkę. – Wika jak zwykle widziała wokół same problemy i przeszkody. – Nie mam więcej. Poza tym na imprezę nie wolno brać za dużo pieniędzy, by za dużo nie wydać. Wyrwiemy jakiś dwóch lamusów, to na pewno coś postawią. Najważniejsze to mieć na szatnie i na wlotkę. – Idziemy do ? – chyba zamknięte nie? – to zamknęli, gdy ty jeszcze do gimnazjum chodziłaś. Faktycznie, z tym akurat miała rację, ale u nas w mieście, nazewnictwo klubów i barów, zmieniało się w ekspresowym tempie. – No, ale wiesz o co mi chodzi? O to co było w tym samym miejscu. – Piramida, a potem , wszystko albo zbankrutowało, albo prokuratura zamknęła właścicieli za prochy. – Jest jeszcze – przypomniałam sobie, chwytając za klucze. – Nie masz z tym miejscem złych wspomnień? – dopytywała, kiedy ja męczyłam się z tym felernym, zepsutym zamkiem. – Nie, dlaczego? – W końcu uporałam się z ...