-
Samotna Królewna (I)
Data: 31.10.2022, Kategorie: nieletni, rozwód, pierwsza miłość, wpadka, zakochanie, Autor: Taka_Miłość
... zamknięciem drzwi i mogłam śmiało zbiegać w wysokich szpilkach po krętych, i nierównych schodach. Zawsze pod koniec traciłam równowagę i wpadałam na ścianę dłońmi. To było już takim moim rytuałem. – Katrina, Katrina, bo głowę rozbijesz. – To był głos mojej matki. – W ogóle, dokąd ty się wybierasz? – zapytała jakoś tak niezwykle surowo, przynajmniej jak na nią. Wiktoria rzuciła grzecznościowe: . – Na imprezę – odpowiedziałam wyprostowana. Nawet zasalutowałam i dodałam – pani sierżant. – Mówiłam ci przecież, że nie biorę kluczy, gdy wychodziłam. Jakbym weszła do domu? – Nie wiem – odpowiedziałam zgodnie z prawdą i wzruszyłam ramionami. Nie mogłam już dłużej wytrzymać tej powagi i buchnęłam niezwykle szczerym śmiechem. Moja matka też się zaśmiała, ale ona znacznie krócej i bardziej przyzwoicie. – Idziesz świętować zerwanie z tym nieudacznikiem? – zgadywała. Przytaknęłam ruchem głowy. Matka przyłożyła dłoń do mojego policzka, potarła go pieszczotliwie opuszkiem kciuka i uśmiechnęła się przyjaźnie, ale zarazem smutno. – W takim razie, baw się dobrze, nie przyprowadzaj nikogo na noc i jak już będziesz kogoś wyrywać, to niech ten facet będzie chociaż trzeźwy więcej razy niż dwa dni w tygodniu. A najlepiej to niech będzie żonaty i dzieciaty. – Dlaczego? – zdziwiła się Wiktoria. – Bo wtedy, to będzie tylko przygoda bez zobowiązań, a moja córka nie słynie z sumiennego wypełniania obowiązków. Jest za młoda na kolejne małżeństwo. Niech się lepiej ...
... wybawi, wyszaleje, zajmie sobą, a nie praniem skarpet i gaci jakiemuś frajerowi. Poza tym taki żonaty, to ma kobiecie coś do zaoferowania, a taki szczeniak, mieszkający z rodzicami, bez stałej pracy i porządnego samochodu. Na co jej taki? – Mam myśleć jak ty? – Skrzywiłam się. – Gdybym chciała mieć kulę przy nodze, to bym kupiła rewolwer i palnęła sobie w kolano, a nie przyprowadzała faceta do domu, by żył na moim garnuszku, a ty popełniłaś moja droga ten błąd, pomimo że cię ostrzegałam. – Wyminęła nas i ruszyła w kierunku drzwi. – Klucze! – krzyknęłam za nią i rzuciłam przedmiotem. Złapała go, gdy ten był jeszcze w locie i oczywiście wcale się przy tym nie natrudziła. To znaczyło tylko tyle, że refleks mogłam odziedziczyć po niej. – Masz zajebistą matkę – powtórzyła to, już chyba setny raz w życiu, Wiktoria. – Uwielbiam tę kobietę. – Tak, naprawdę? – dopytywałam, marszcząc nos. – A ty jej nie lubisz? – Sama nie wiem. Wiele nas różni – przyznałam, idąc w kierunku ciemnego parku, przy którym znajdował się nasz cel, czyli klub o nazwie . – Alka lubi porządek, mieć czysto, wszystko mieć poukładane w życiu i w papierach, a u mnie rozpierdol taki jak na biurku, za czasów, gdy jeszcze mieszkaliśmy w bidulu, w jednym pokoju, pamiętasz chyba? – Tak, zagracałaś swoją i moją przestrzeń – wytknęła niemiłym tonem. – Fakt. Jednak wracając do mojej matki. Alka jest słaba, szybko się poddaje, załamuje, marudzi, zrzędzi. Ja tak nie mam. Ja biorę życie w garść i ...