-
Samotna Królewna (I)
Data: 31.10.2022, Kategorie: nieletni, rozwód, pierwsza miłość, wpadka, zakochanie, Autor: Taka_Miłość
... mojej matki. Kaśka przyssała się do ustnika i jednocześnie, zabawnie uginała kolanka, czyniąc takie półprzysiady w rytm muzyki. – Lubisz tany tany? – zapytałam. Załapała, bo zaczęła kręcić bioderkami i ruszać rączkami. – Radzę sobie – syknęłam do Alki. – Nic jej nie grozi. Nie patrz mi tak bez przerwy na ręce. Nie rzucę nią o ścianę, nie wywalę przez okno, i nie obije nerek, gdy zacznie płakać. Jestem popierdolona, ale nie na tyle, by skrzywdzić jakiekolwiek dziecko. – Jesteś jeszcze pijana... – Na kacu – przerwałam stanowczo. – Zimne powietrze dobrze mi zrobi. Pójdę z małą na spacer... – Pójdę z wami. – Nie! – krzyknęłam i zdjęłam małą z kanapy wprost na podłogę. Dziewczynka powędrowała do pustej, plastikowej butelki po wodzie mineralnej. Zaczęła gryźć jej spód. Moja rodzicielka oczywiście od razu chciała jej odebrać ten przedmiot, ale ja zabroniłam mówiąc: – Przecież się nie zabije kawałkiem plastiku. Niech się bawi. Podeszłam do walizki i wyjęłam z niej dresowe, popielate spodnie i miętową, chyba nawet męską, bluzę. Na niewielkiej ławie położyłam malutkie lusterko i zmyłam pozostałości wczorajszego makijażu. Mała w tym czasie czyniła rewolucje w mojej kosmetyczce, usiłując odkręcić maskarę. Nie udało jej się to, więc wzięła się za drugą, ta bardziej przypadła jej do gustu, bo wibrowała po naciśnięciu przycisku, czyniąc dzięki temu rzęsy bardziej rozdzielone i wyraziste, choć owa maskara mogła mieć też inne, konkretniejsze zastosowanie i ...
... skutecznie zastąpić faceta w zimną noc. Właściwie to maskara była lepszym pomysłem na zimną noc niż sam facet. – Uwaga, zalewam – uprzedziła wesoło moja rodzicielka i po przygotowaniu mi kawy, wraz z osłodzeniem i wymieszaniem cukru odłożyła kubek na półkę z książkami, tak wysoko, by Kasia nie mogła go dosięgnąć. Mała w rzeczywistości ani trochę nie była tym kubkiem zainteresowana. Mój świecący błyszczyk, pochodzący wprost z New York City, przypadł jej o wiele bardziej do gustu, niżeli jakiś tam kawałek porcelany z napisem . Nic dziwnego, najwidoczniej miała gust – ja też wolałam owy błyszczyk, który Gracjan ofiarował mi szczerze, niżeli kubek, który dostałam od matki na dzień dziecka. Naczynie bowiem miało zakłamany napis – kupiła z takim, bo uznała, że to wypada, a nie bo tak naprawdę myślała. Gracek przynajmniej nic nie udawał i za to go szanowałam. Nienawidziłam nieszczerości u ludzi. Stanowczo wolałam prawdę między oczy. Korzystałam jednak z kubka nader często, z braku chęci i czasu na zakup nowego. Poza tym ja nigdy nie miałam pieniędzy na takie zbędne badziewia. Nie robiło mi różnicy w czym pijam kawę albo herbatę. Mogłam to czynić nawet w słoiku po majonezie albo plastikowym opakowaniu po . Dużo ważniejsze były dla mnie szklanki i kieliszki z przeznaczeniem do kosztowania alkoholu, a nie jakieś tam filiżanki, podstawki, kubeczki... Zdążyłam podkreślić moje oczy miętową kredką, dopasowaną kolorystycznie do bluzy i umalować rzęsy, a Kaśce już znudziła się ...