1. Samotna Królewna (I)


    Data: 31.10.2022, Kategorie: nieletni, rozwód, pierwsza miłość, wpadka, zakochanie, Autor: Taka_Miłość

    ... zazwyczaj pakują swoje dzieci w foteliki samochodowe i na spacer zabierają do marketu, po spożywcze zakupy albo do galerii handlowej? Potem te biedne dzieciaki nie umieją nawiązywać kontaktu i żyją w swoim świecie, pełnym interaktywnych zabawek, które zamiast dzieci rozwijać, tylko wstrzymują, moim skromnym zdaniem, ich rozwój. W końcu po co komu bębenek, który sam gra albo
    
    , która sama mówi? Jedynie po to, by dziecko zajęło się samo sobą i nie zawracało dupy rodzicom, którzy zamiast do tego dziecka mówić, wolą pisać posty, SMSy i likować beznadziejne foty swoich szkolnych znajomych na
    
    .
    
    – postanowiłam w myślach i uśmiechnęłam się ciepło w stronę około dwuletniego chłopca, który przyczłapał się na plac zabaw, na własnych, małych nóżkach. Domyśliłam się tego, bo nieopodal była jego babcia i nie miała z sobą wózka.
    
    Mały chłopczyk zrobił papa i posłał buziak w stronę Kaśki, dlatego na głos nazwałam go małym
    
    , podając mu jednocześnie dłoń. Nie chciał się tak przywitać, wolał stuknąć żółwika.
    
    – Gites, młody, może być żółwik – powiedziałam do niego i wsadziłam na huśtawkę, bo pokazywał rączkami do góry.
    
    Szybko znalazła się przy nim kobieta, mająca nieco siwych odrostów. Huśtała go delikatnie. Zamieniłam z nią kilka słów. Nie była babcią, a prababcią Oliwiera. Nigdy nie lubiłam tego imienia, ale w końcu imię najmniej świadczyło o człowieku. I mały Oli pomimo, moim skromnym zdaniem, okropnego imienia był bardzo fajnym chłopcem – uśmiechniętym od ucha do ...
    ... ucha, wygadanym, wyśpiewanym i ruchliwym. To był wprost idealny malec, zresztą mała Kaśka też. Zawsze wolałam ruchliwe dzieci, pomimo, iż czasami irytowały, ale lepiej się czasami zdenerwować, niż mieć w domu takie zahukane, spokojne i wręcz
    
    bachorstwo typu zombie czy mumia.
    
    Spojrzałam na zegarek. Zbliżała się godzina dwunasta. Nie była idealna na obiad, ale ja jeszcze nawet nie jadłam śniadania.
    
    – Lubisz pączki? – zapytałam małą, wsadzając ją do wózka i odjeżdżając.
    
    Obie uczyniłyśmy jeszcze
    
    w stronę wysyłającego całusy Oliwiera. Musiałam przyznać żartobliwie, że gesty małego nawet mi schlebiały, bo w życiu nie zainteresował się mną tak młody chłopak. Ten był pierwszy i w gruncie rzeczy miałam nadzieję, że ostatni, bo nigdy nie lubiłam młodszych i nie pragnęłam mieć takich adoratorów.
    
    – Może lepiej pączek nie, co? – zagadywałam małą dalej. Trochę szkoda, że tak mało mówiła, bo nie można było z nią pogadać, ale z drugiej strony patrząc, dzięki temu, można było jej wszystko powiedzieć, a ona nie mogła tego wygadać. – Kupimy biszkopty. Dzieci takie małe jak ty, na pewno, jedzą biszkopty.
    
    Udałam się do spożywczego. Wjechałam do środka tym wózkiem, który z powodu obracanego, przedniego koła, doprowadzał mnie do kurwicy. Tego cholerstwa nawet się nie dało zablokować. Niestety byłam skazana na taki pojazd i nie miałam możliwości wymienić go na inny. Z prowizorycznym śniadaniem, w postaci biszkoptów i trzech jogurtów, ruszyłam w kierunku domu. Jeszcze z podwórka ...
«12...181920...35»