1. Samotna Królewna (I)


    Data: 31.10.2022, Kategorie: nieletni, rozwód, pierwsza miłość, wpadka, zakochanie, Autor: Taka_Miłość

    ... zwracałam na to uwagi, ale można się po nim było spodziewać, że już dawno sprzedał ją za kilka złotych, by mieć na tak zwanego
    
    , albo
    
    .
    
    Link się załadował, a moim oczom ukazał się filmik na YouTube, dostępny tylko dla znajomych Filipa. Owy filmik wyświetlał obrazki, wygrzebane z internetu, z przeróżnymi cytatami, a w tle leciała rapowa piosenka. Szybko poznałam głos Oskara... głos mojego jeszcze męża.
    
    Zatrzymałam utwór i odpisałam na maila Fifiego:
    
    – odpisał.
    
    Odpowiedział już samym ciągiem uchachanych emotikonków. Sprawił, że uśmiechnęłam się do ekranu, ale pomimo tego moją głowę zaprzątnęły retrospekcje – te piękne, jak i te niewygodne, wspomnienia z Oskarem w roli głównej...
    
    Ja i mój mąż – Oskar Michalski poznaliśmy się typowo, tak jak się poznaje większość młodych ludzi. Nie, nie przez internet! To znajomi nas skojarzyli. Byłam wtedy czternastolatką, nie muszę chyba dodawać, że zbuntowaną. Nosiłam czarne ubrania i srebrną żyletkę na szyi. Całość dopełniał kapelusz – czarny, popielaty, albo słomiany, w zależności od pory roku, od biedy zdarzała się też czapka – czarna z białymi krzyżami na ściągaczu. Miałam długie, farbowane na granatową czerń włosy z kolorowymi końcówkami. Czasami końcówki były białe jak korektor, innymi razy czerwone, różowe, niebieskie, a nawet zielone się zdarzyło mieć – wszystko zależało od tego, jaki sprej udało mi się zdobyć albo jaką kolorową maskarę oferowali w
    
    lub
    
    .
    
    Matkę często, z powodu mojego wyglądu, wzywali do ...
    ... szkoły, ale to nie było ważne ani dla mnie, ani dla niej. Zazwyczaj nawet z nimi nie dyskutowała, kwitowała ich zażalenia słowami:
    
    . Najwięcej czepiał się mnie katecheta, który jak na złość, był też moim wychowawcą. Nie wiem czy przeszkadzał mu we mnie wygląd, czy trafne pytania jakie śmiałam mu zadawać. Chyba to drugie, bo zazwyczaj nie znał na nie, zadowalającej mnie, odpowiedzi i ja drążyłam dalej, i drążyłam, i drążyłam, aż w końcu się na mnie wydarł, że snuje mu herezję na lekcji, i wyrzucił z klasy. Choleryk jeden! Nie mniej czepiała się mnie także pani od matematyki, ale ona zapewne dlatego, że była stara i zazdrościła mi mojej młodości, beztroski, i braku przygotowania do lekcji. Nie, to nie tak, że nie umiałam materiału, bo z niego byłam doskonale przygotowana. Po prostu często nie miałam przyborów, takich jak linijka, cyrkiel, kątomierz. Zdarzało mi się też przybyć do szkoły po nocy spędzonej poza domem, a wtedy miałam z sobą jedynie kartkę i długopis, które udało mi się od kogoś wyłudzić na przerwie. Nigdy takich rzeczy nie oddawałam, zwyczajnie wywalałam to co zbędne do kosza, bo co innego miałam zrobić? Szukać tego co mi pożyczył pisadło po całej szkole? Jak swojego nie pilnował, to tylko i wyłącznie jego wina, że to tracił.
    
    Powróćmy jednak do Oskara i naszego pierwszego spotkania. Był ode mnie starszy o cztery lata... niepełne cztery lata. Poznaliśmy się w piwnicy. Moi znajomi z byłej dzielnicy, czyli miejsca, w którym spędziłam przedział swojego życia od ...
«12...202122...35»