1. Samotna Królewna (I)


    Data: 31.10.2022, Kategorie: nieletni, rozwód, pierwsza miłość, wpadka, zakochanie, Autor: Taka_Miłość

    ... nawet wtedy gdy nie miał ku temu za dużo powodów. Taki już był, nie dawał po sobie poznać, że trapi go jakiś problem.
    
    Dziś myśląc o nim, chyba zacytowałabym kawałek piosenki
    
    mówiący:
    
    – Wpadaj, ale jej nie ma – odpowiedziałam wtedy i ponownie zajrzałam do lodówki. Wyjęłam z niej zimną parówkę i zagryzłam.
    
    – Jak to jej nie ma?
    
    Wzruszyłam ramionami i dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że on nie mógł zobaczyć tego gestu, a tym samym nie było możliwości, by cokolwiek z niego rozczytał.
    
    – W robocie jest – odpowiedziałam z pełnymi ustami.
    
    – Co jesz? – zainteresował się.
    
    Zastanawiałam się czy mu odpowiedzieć, bo co jeśliby naszła go ochota na parówki? Były tylko cztery, na dodatek niezbyt duże, więc nie miałam ochoty się ni jedną dzielić. Bo czym ja bym się najadła, gdyby przyszedł i wszamał choćby pół? Co prawda był jeszcze pasztet, makaron i sos z papierka do przygotowania spaghetti, ale po dwóch piwach, i o dwudziestej pierwszej trzydzieści, nie chciało mi się gotować, i chyba nie było w tym nic dziwnego, prawda?
    
    – Zimną parówkę – odpowiedziałam. – Ostatnią – dodałam zapobiegawczo.
    
    – Fatalna kolacja – stwierdził.
    
    W wyobraźni mogłam dokładnie namalować jego krzywy uśmiech, gdy to mówił.
    
    – Nie wolałabyś kebabu, frytek i surówki?
    
    – Pewno, że tak. Każdy by wolał, ale jakby ci to powiedzieć... chwilowo brak many many.
    
    – Wpadnę z czymś na wynos – odparł i rozłączył się, zanim zdążyłam zaprotestować.
    
    To nie było tak, że go nie ...
    ... lubiłam. Po roku jaki spędził z moją matką, na nocnych schadzkach, przyzwyczaiłam się do jego obecności, do śniadań jakie nam przygotowywał i uwielbiałam rozpakowywać zakupy jakie dla nas robił. Był dobrym człowiekiem, choć zdradzał żonę i to z niejedną. Moja matka nie była jego jedyną kochanką, wiedziała o tym, ale co miała zrobić? Myślała o korzyściach, lubiła go takim jakim był. Poza tym on z żoną był w separacji, a mieszkał z kobietą, z którą miał wspólne kredyty... to te kredyty ich łączyły. Sergiusz wiedział, że gdyby od niej odszedł, musiałby wszystko spłacać sam, a tak spłat dokonywała ona, bo to jej córka korzystała z tamtych, pożyczonych pieniędzy, by zakupić sobie, mężowi i nienarodzonemu dziecku, dwupokojowe mieszkanie w blokach. Sergiusz kierował się w tym przypadku rozsądkiem. Ja potrafiłam go zrozumieć, matka widocznie też, skoro nie umiała kopnąć go w dupę i cieszyła na każde jego przybycie. To właściwie dzięki Sergiuszowi miałyśmy gdzie mieszkać, bo gdy administracja postanowiła zburzyć lokum, które dotychczas zajmowaliśmy, to oferowali nam jakąś suterynę o standardzie mieszkania jakie przyjęliśmy. Właściwie to przyjęli – moi rodzice, bo ja przecież wtedy miałam tylko cztery lata. Podpisali po prostu lipną umowę, że w razie rozbiórki, właściciel musi nam zapewnić lokum o takim samym standardzie, jak ten w dniu naszej wprowadzki, a nie wyprowadzki – paradoks, którego mój przemądrzały ojczulek, zwany przeze mnie męską pizdą, oczywiście nie zauważył. W efekcie ja z ...
«12...242526...35»