-
Samotna Królewna (I)
Data: 31.10.2022, Kategorie: nieletni, rozwód, pierwsza miłość, wpadka, zakochanie, Autor: Taka_Miłość
... solarce. Zatkał mnie. Wolałam nic na to nie odpowiadać, bo żadne odpowiednie słowa nie przychodziły mi do głowy. – Zaczerwieniłaś się – zauważył i dotknął moich włosów tuż przy karku. Gdy przekładał moją kitkę na przód, na moje ramię, przeszedł mnie niemal taki sam dreszcz, jak wtedy, gdy wpadłam na Oskara. Kto wie, może był to nawet silniejszy bodziec, bo nagle cała zesztywniałam. – Zostaw mnie – szepnęłam. – Nic ci nie zrobię – odparł szybko i zabrał ręce. Powrócił do jedzenia. – Traktuję cię jak córkę, której nigdy nie miałem, a zawsze chciałem mieć. Zabawne, bo nawet chciałem by miała na imię Katarzyna. – Ja mam Katrina. – To to samo – szepnął i uśmiechnął się tak, że pokazał wszystkie swoje zęby. Może nie szczególnie białe, ale proste i wszystkie, co, jak na jego wiek, mogło zachwycić. W końcu niektórzy, ledwie po czterdziestce, już nosili sztuczne szczęki. – Kiedyś to mieszkanie i akcje w klubie sportowym, którego jestem dyrektorem, będą twoje. – Dlaczego moje? Ledwie mnie znasz. – Kocham cię jak córkę. Jesteś szalona, zwariowana, masz własne zdanie i nie dasz sobą pomiatać. Zawsze chciałem córkę o takim charakterku. – Dzięki za komplement. – Proszę, ale rzuć palenie i nie pij po bramach. Jak masz pić to w domu albo w barach. Tylko wcześniej się umaluj, by cię za starszą uważali. – Super rady, tatusiu – zadrwiłam. – Znam żyćko, też byłem młody. – Puścił do mnie oczko i odłożył puste opakowanie na ławę, przykrytą białą serwetą w ...
... beznadziejne falbany. – Cieszę się, że mnie rozumiesz, a teraz tak serio, nie baw się w mojego ojca. Jednego już miałam i postawiłam na nim krzyżyk. – Wstałam z fotela i poszłam do swojego pokoju, bo pomimo że to była kawalerka, to zostało wydzielone małe pomieszczenie, odgrodzone moim biurkiem i dyktą, mieściło się w nim jedynie małe, jednoosobowe łóżko, to wspomniane wcześniej biurko, i niewielka komoda. – Jeszcze się do mnie przekonasz! – krzyknął za mną. Miał racje, przekonałam się. Jednak do dnia dzisiejszego, nie mam pewności, jak go właściwie traktowałam. Czy darzyłam go uczuciem typowym dla dziecka, które kocha ojca? Czy może był moim, niedosięgalnym pragnieniem, nie do ziszczenia marzeniem, takim snem na jawie... zabawą w dom, w nieistniejących w realu wyobrażeniach? Co było powodem tych zakłóceń? On sam! Tak naprawdę, to on te zakłócenia stworzył. Być może, gdyby się zachowywał, tak jak się zachowywał, przy swojej nieistniejącej, rodzonej córce, to ona niczego takiego dziwnego, by do niego nie poczuła. Ja poczułam. Nie byłam jego dzieckiem, nie mieliśmy tej samej krwi, nie łączyły nas geny. Co miałam myśleć o dorosłym, wysportowanym facecie, który niejednokrotnie chodził przy mnie goły, o mężczyźnie, który wchodził do łazienki, gdy leżałam naga w wannie i przynosił mi miskę pełną popcornu oraz boomboxa, gdy tylko go o to poprosiłam? Co miałam sądzić, gdy przebierał się przy mnie, bez skrępowania albo obdarowywał mnie prezentami? Jak miałam powstrzymać serce, ...