1. Samotna Królewna (I)


    Data: 31.10.2022, Kategorie: nieletni, rozwód, pierwsza miłość, wpadka, zakochanie, Autor: Taka_Miłość

    ... poradzisz. Ja nie wiem czemu ci ludzie tak w ciebie nie wierzą. Przecież ty w gruncie rzeczy, to inteligenta dziewucha jesteś – pochwaliła, a zaraz potem dorzuciła – tylko kup bilet i nie jedź na gapę, by cię nie spisali i byś mi wstydu nie narobiła. A jak nie masz pieniążków, to mi powiedz, to...
    
    – Ja mam nawet bilet – przerwałam, wyjmując z kieszeni żółty bilecik, z tym błyszczącym paseczkiem, świadczącym o jego oryginalności.
    
    Babcia Wiktorii wytrzeszczyła oczy z niedowierzaniem i już miałam jej zaproponować, by sprawdziła prawdziwość biletu z każdej możliwej strony, dając jej tym samym do zrozumienia, że nie mam nic do ukrycia, ale przyjechał autobus, więc nie miałyśmy czasu na takie trele morele. Wniosłyśmy we dwie wózek, zajęłyśmy miejsca i ja obserwując krajobraz za oknem, przyznałam w duchu rację starszej kobiecie siedzącej obok mnie, bo miała nosa z tym biletem. Co prawda, faktycznie był autentyczny, ale był kradziony, bo moi znajomi okradli kiosk kilka tygodni temu, do teraz nie zostali złapani i dzięki temu mieli możliwość nieco sobie zarobić na handlu po znajomych fajkami, biletami i prezerwatywami. Gazet nie brali, bo tam gdzie mieszkali prawie nikt nie czytał, więc nie byłoby popytu na taki towar.
    
    Po drodze zabawiałam małą Kaśkę albo wymieniałam ze staruszką poglądy na różne tematy, od cen sklepowych począwszy, na polityce kończąc. W końcu za szybą dostrzegłam duży budynek ze starej cegły, otoczony bramą niczym więzienie, z czerwoną tabliczką ...
    ... przymocowaną do ogrodzenia. Na tabliczce widniał biały napis, głoszący wszem i wobec, wszystkim mijającym, że ten oto budynek jest niczym innym jak domem dziecka. Przystanek był kawałek dalej, więc po tym jak wygramoliłyśmy się z autobusu, musiałyśmy się cofnąć. Kaśka zaczęła płakać, bo już się znudziła tak długą podróżą, więc wzięłam ją na ręce, a babci Wiktorii zaproponowałam, by wstawiła torby do wózka i go popchała, gdyż tak będzie jej o wiele wygodniej, niż nieść je w rękach. Wykorzystała mój pomysł i w ten oto sposób, po dwóch i pół minuty szybkiego marszu, znalazłyśmy się przed bramą. Szczerze podziwiałam tę babunie, że ma taki power, by nawet kulejąc tak szybko sandałować. Ja w jej wieku, to pewno już, od co najmniej pięciu lat, będę leżała, przysypana pierzyną z piasku i robiła za obiadek dla czerwonych mrówek, i dla czarnych pewnie też. Chociaż kolor wolałam czerwony, więc też bym wolała, by mnie same czerwonki wcinały.
    
    Patryk musiał wypatrzyć nas z okna, bo wyszedł przed budynek domu dziecka i zaczął wolnym krokiem zbliżać się do bramy. Musiałam przyznać, że strasznie się zmienił. Pamiętałam go jako wątłego, chuderlawego chłopczyka w loczkach, a teraz? Teraz miał włosy modnie postawione na żel, co dodawało mu kilku centymetrów. Nie był też już taki chudy, a wciśnięty w całkiem trafione dżinsy i z szeroką bluzą na ramionach, luźno na nim wiszącą, wydawał się być nawet całkiem, całkiem zbudowany. Znaczy nie! On jeszcze nie był zbudowany. Na razie miał taką misiowatą masę, co ...
«12...282930...35»