-
Samotna Królewna (I)
Data: 31.10.2022, Kategorie: nieletni, rozwód, pierwsza miłość, wpadka, zakochanie, Autor: Taka_Miłość
... po latach regularnego ruchu czy jakiegoś treningu, mogłoby go uczynić całkiem przystojnym facetem, takim z szerokimi barkami, wyrzeźbioną klatką piersiową i drabinką na brzuchu. Choć może nie powinnam go oceniać, bo przecież był ode mnie sporo młodszy, na dodatek to brat mojej przyjaciółki, ale jakoś nie mogłam się powstrzymać i nawet na głos, gdy podszedł bliżej, by nam otworzyć furtkę i pomóc, to rzuciłam z uśmiechem: – Wyprzystojniałeś. – Dzięki, Kati – odparł. – Tak w ogóle, część wam – dodał i zabójczo się wyszczerzył. Miał mega białe zęby, jak ludzie z reklam past do zębów. Co prawda nieco oszpecała, ten powalający efekt bieli, szpara między górnymi jedynkami, ale i tak uśmiechem sprawił, że kolana się pode mną chciały ugiąć. – Ile kończysz lat? – zapytałam z ciekawości, bo szczerze miałam ochotę się pieprzyć, bo z Oskarem nie robiliśmy tego od dawna, a rozprawiczenie takiego przystojnego gówniarza, mogłoby stać się moim trofeum, ale... – Czternaście – skutecznie ostudziło mój zapał, bo dało mi do myślenia, że ten gówniarz nie tylko jest nieletni, ale przede wszystkim jest nielegalny. – Za rok – wymsknęło mi się na głos. – Co za rok? – zapytała babcia tego dzieciaka. – Nic, nic. – Machnęłam ręką. – Za rok piętnaście – wyjaśniłam. – A stamtąd to już tylko trzy do osiemnastki i do domu – dorzuciłam ze smutnym uśmiechem. Wiedziałam, że Patryk ponad wszystko pragnie zamieszkać z babcią, siostrą i siostrzenicą. Kochał ich, a oni jego. Ta mała to ...
... chyba jego ubóstwiała najbardziej. Nikomu nigdy nie dawała tyle całusów i ugryźnięć w policzek co jemu, a przynajmniej Wiktoria tak opowiadała, za każdym razem, gdy wróciła z odwiedzin brata w tym okropnym miejscu. Miejsce okropne, ale wcale nie miało krat w oknach i białych ścian z licznymi pęknięciami. Tak naprawdę, to wewnątrz było całkiem kolorowo. W pokojach maluchów nawet były nalepki postaci bajkowych, ale to mimo wszystko nie był dom. Te dzieci, w większości, wolałyby mieszkać na piętrowym łóżku z piątką swojego licznego rodzeństwa i gnieździć się z rodzicami w kawalerce, ale być z rodzicami, nawet jeśli ci nadużywali alkoholu, i przemocy. Taka chora miłość. Dziwna zależność, którą ja – osoba o nikłych uczuciach do własnych rodzicieli, nie umiałam pojąć ani zrozumieć. Liczyłam, że poczuję tę zależność na własnej skórze, gdy sama zostanę matką, ale sen się nie ziścił, Sergiusz udusił się pępowiną, a ja teraz byłam tutaj, tą dziewczyną, odwiedzającą niemal dorosłego kajtka w sierocińcu, a nie kobietą, spacerującą z wózkiem po miejskim parku. Choć gdy wracałam wspomnieniami do mojego pobytu w pogotowiu opiekuńczym, potem u rodziny zastępczej, a następnie w domu dziecka, to zdawałam sobie sprawę z tego, że ja też wolałam być w domu, z matką, ale u mnie to była inna sytuacja. Moja rodzicielka nie piła, nie ćpała, nie puszczała się, ani mnie nie lała po głowie czym popadnie. U nas jedynym problemem, byśmy mogły być razem, był po prostu brak domu... brak mieszkania czy nawet ...