1. Samotna Królewna (I)


    Data: 31.10.2022, Kategorie: nieletni, rozwód, pierwsza miłość, wpadka, zakochanie, Autor: Taka_Miłość

    ... uroczo pod nosem, a do moich wspomnień powrócił moment, gdy pewnego dnia, podczas jakieś rozmowy, siedzieli z moją matką obok siebie i on chwycił ją za kolano, potrząsł, i zapewniał, że będzie dobrze, i że jakoś się wszystko ułoży.
    
    Podobnie zrobił mojej matce ksiądz, gdy mieli mnie nie dopuścić do bierzmowania i matka poszła go wybłagać, by dał mi szanse, i każdą moją nieobecność na mszach świętych, i spotkaniach, tłumaczyła trudną sytuacją rodzinną.
    
    – Jasne, tylko zupełnie nie jestem do niej podobna, więc tego już nie potraktuję jako komplement, panie Pawle. Zwłaszcza, że ma pan obrączkę na palcu. Właśnie, jak to do tego doszło w ogóle?
    
    – Zdarzyło się – odpowiedział, powtarzając moje wcześniejsze słowa.
    
    Oboje żeśmy się zaśmiali, a potem on zmienił temat, zaczął tłumaczyć, że gdyby to od niego zależało, to puściłby Patryka do domu, bo to przecież było tylko palenie, a tu niemal każdy pali i są w końcu jego urodziny, ale dyrektorka się uparła.
    
    – Ta jędza zawsze coś wymyśli głupiego – warknęłam przez zaciśnięte zęby. – Gdy tu przebywałam, to prawie wcale nie puszczała mnie do domu – wspominałam. – Na dwór też nie.
    
    – Ty ciągle miałaś kary.
    
    – Dlatego tak źle wspominam tutejszy pobyt.
    
    – Bo to z założenia nie miały być wczasy.
    
    Spojrzałam na niego z wątpliwą kpiną, wymalowaną w mimice mej twarzy.
    
    – Nigdy tego tak nie traktowałam – powiedziałam z ostrym zapewnieniem. – Byłam za duża, gdy tu trafiłam, by wierzyć w bajki, jak te maluchy, że to tylko ...
    ... takie kolonie bez rodziców – dodałam z wyraźnie słyszalnym smutkiem w głosie, więc postanowiłam zmienić temat, bo nie lubiłam ludzi, którzy się zbytnio nad sobą użalają, więc i ja nie zamierzałam tego robić. – Słyszałam, że macie tu całkiem, całkiem liceum dla dorosłych – rzuciłam na zachętę, by trochę mi opowiedział o tej szkole.
    
    Nie przeliczyłam się, bo bardzo ciekawie opowiadał, zarówno o licealnej, jak i o kursach policealnych, darmowych dla absolwentów, jeśli w ciągu roku, od zdobycia średniego wykształcenia, się zdecydują na kontynuowanie nauki.
    
    – A chciałoby ci się taki kawał dojeżdżać? – spytał w końcu, nieco zaskoczony moją twierdzącą odpowiedzią.
    
    – Bo ja wie pan, panie Pawle, mam plan na przyszłość. Doskonały plan – odpowiedziałam.
    
    – Aż się boję zapytać jaki – zażartował z szerokim zacieszem, wstał i podał mi rękę bym uczyniła to samo.
    
    Zrobiłam tak, ale nie skorzystałam z jego pomocy. Sama wstałam, a kocyk się zsunął z moich ud i upadł na ziemie, tuż obok moich stóp. Wychowawca się po niego schylił. Przykładnie złożył na cztery i wskazał drogę. Konkretnie, to dłonią pokazał na drzwi. Ruszyłam więc w ich kierunku, bo to przecież były urodziny Pata, więc byliśmy zobowiązani znajdować się przy nim, a nie w ogródku, na starym placu zabaw, plotkujący w najlepsze.
    
    Kiedy dotarliśmy do wejścia, Paweł otworzył przede mną drzwi, ale ja demonstracyjnie tupnęłam nogą i warknęłam:
    
    – Niechże mój feminizm coś znaczy.
    
    – Czyli uczynię ci przyjemność wchodząc ...