-
Samotna Królewna (I)
Data: 31.10.2022, Kategorie: nieletni, rozwód, pierwsza miłość, wpadka, zakochanie, Autor: Taka_Miłość
... sumienia. To ja z początku nie chciałam tego dziecka, a potem kiedy go zabrakło, to też ja najbardziej za nim tęskniłam. Nie obwiniałam zmarłego potomka ani o szybki ślub, ani o nieudane małżeństwo. Właściwie to nikogo za to nie winiłam, może z wyjątkiem Oskara i samej siebie. Obwiniałam też Boga, ale za coś zupełnie innego – za śmierć, za zabieranie niewinnego, za odebranie mi szansy na normalne życie... na bycie matką. – Poczekaj w samochodzie – szepnęłam do Gracjana, kładąc swoją dłoń na jego dłoni, która wciąż spoczywała na moim ramieniu. – Rozejrzę się tu jeszcze i zaraz przyjdę. Gracjan uśmiechnął się ciepło, odsłaniając przy tym swoje nierówne, ale białe jak śnieg zęby, a może był to tylko mylący i złudny efekt za sprawą odcienia jego karnacji? Sama nie wiem. Delikatnie objął główkę i wyszarpnął mi go z dłoni. – Wezmę to – powiedział. Poczułam nieśmiałe muśnięcie jego warg na mojej skroni. Chłopak wyszedł, a ja udałam się do zrujnowanej i wieki niemalowanej łazienki. Przemyłam mokrą od łez twarz i wytarłam się ręcznikiem papierowym. Ledwie otworzyłam białe, zacinające się drzwi, a już ujrzałam charakterystyczne, mocno rażące, zielone obuwie sportowe, należące do mojego męża. Jak nie trudno się domyślić, buty były na nogach swojego właściciela. – Cześć Oskar – rzuciłam do mężczyzny z niedbałym, kilkudniowym zarostem i mocno ciemnymi, niemal czarnymi oczami. – No cześć – odpowiedział takim tonem jakby mówił . W rzeczywistości minęły dwa, ...
... może cztery dni odkąd ostatni raz patrzyliśmy sobie w oczy. Nigdy nie liczyłam ile dokładnie czasu był nieobecny. On także nie wnikał, gdzie ja jestem, gdy nie ma mnie w domu ani kiedy zamierzam wrócić. – Spakowałam większość swoich rzeczy, zostały tylko jakieś duperele, których nie używam. Możesz sobie zostawić je na pamiątkę, wywalić albo spalić. Co tam uważasz za słuszne, to z tym zrobisz. Rozmawiałam już z właścicielem, więc jeśli uregulujesz zaległy czynsz za dwa miesiące, to możesz dalej tutaj mieszkać. Ja już się wymeldowałam – mówiłam jak maszyna, jak osoba całkowicie wyprana z emocji. – To chyba byłoby na tyle – dodałam uderzając wierzchem prawej dłoni o wewnętrzną stronę lewej. Wyminęłam Oskara bez żadnego trudu. Co prawda usiłował mnie złapać za rękę, ale zachwiał się i w efekcie wylądował na ścianie. Właściwie to gdyby nie ta ściana, to padłby jak długi. Nie umiał się utrzymać na chwiejnych nogach. – Ale jak to się wyprowadzasz? – zapytał, kiedy ja nachylałam się po walizkę z akcesoriami do robienia tatuaży. To właściwie przez ten przedmiot się bliżej poznaliśmy, a miejsce to miało jakieś dwa lata temu. Zabawne, ale nigdy nie miałam pamięci do dat, urodzin, rocznic i tych wszystkich dupereli. Skierowałam swoje kroki w stronę drzwi. Nagle przystanęłam. Dokonałam w głowie po raz setny rachunku zysków i strat. Zawróciłam. Podeszłam do wysokiego, śmierdzącego kacem mężczyzny. Wspięłam się na palcach, by sięgnąć jego policzka. Złożyłam najbardziej delikatny ...