-
Samotna Królewna (I)
Data: 31.10.2022, Kategorie: nieletni, rozwód, pierwsza miłość, wpadka, zakochanie, Autor: Taka_Miłość
... pocałunek, jaki tylko potrafiłam dać i szepnęłam: – Żegnam Oskar. – Katrina! – zawołał za mną, gdy byłam już na klatce schodowej. – Ale tak właściwie to dlaczego ty się wyprowadzasz? Przystanęłam na moment. Nawet się nie odwróciłam. Po prostu prychnęłam pod nosem i ruszyłam przed siebie. Uznałam, że tłumaczenie powodów jest zbędne. W końcu mówiłam mu tyle razy czego oczekuję. Zawsze kończyło się na obietnicach, a potem robił to samo, czyli nie robił właściwie nic, by cokolwiek zmienić. Pół godziny po tym wydarzeniu byłam już w mieszkaniu mojej rodzicielki. Niewiele się tutaj zmieniło od mojego ostatniego pobytu, czyli od jakiś dwóch tygodni. W jednym pokoju podłoga nadal nie była pokryta niczym, nawet gumolitem, na jego środku stał okrągły stół. Trzy ściany i sufit pomalowane były na beżowo, a jedna okalana brązową tapetą we wzór konturów róż z kolcami. – Połóż gdziekolwiek – rzuciłam do Gracjana, który wciąż robił za mojego tragarza. Odwiesiłam kurtkę na wiszący, mosiężny wieszak, a klucze, które trzymałam w dłoni wrzuciłam do specjalnej, drewnianej skrzyneczki, zawieszonej na wewnętrznej stronie drzwi. Gracjan przyniósł kolejne moje bagaże, a ja zapaliłam światło w drugim pokoju. Ten miał ułożenie w kształcie litery L, a większość ścian miała krwistoczerwony kolor. Na jasnych panelach walały się ciężkie tomy książek, różnego rodzaju albumy i pirackie płyty DVD. Wiele razy chciałam to wszystko gdzieś upchnąć, ale zawsze brakowało mi czasu, pomysłu i ...
... energii. Omiotłam wzrokiem cały ten bałagan i z ulgą przyznałam, że w końcu czuję się jak u siebie. Już miałam opaść tyłkiem na kanapę, gdy przypomniało mi się o Gracjanie i o tym, że nawet nie zaproponowałam mu niczego do picia. Chłopak zażyczył sobie jedynie czegoś zimnego, bo na dole, w samochodzie, czekał na niego kierowca. Weszłam więc do kuchni w celu zajrzenia do lodówki i doznałam szoku. Zamrugałam chyba z osiemset razy na minute, potem otworzyłam oczy najszerzej jak się tylko dało. W kuchni nie było nic! Dosłownie nic! Puste ściany, wiszący bojler, brak podłogi i ledwo trzymający się kupy żyrandol. Na szczęście była woda – gazowana, butelkowa, stała sobie w zgrzewkach ułożonych na podłodze. Czyli zwyczaje mojej matki się nic nie zmieniły. Nadal pijała wodę hektolitrami. Wcisnęłam Gracjanowi w dłonie całą butelkę i oznajmiłam, że może sobie ją zabrać, bo ja nawet gdybym chciała nalać mu jej do szklanki, to nie mam pojęcia, gdzie jest jakiekolwiek szkło w tym domu. – Okay. – Uśmiechnął się łobuzersko, z jedną brwią nachodzącą na oko, to była taka jego specyficzna mimika twarzy, a przynajmniej ja nie znałam nikogo innego, kto by tak czynił. Gracjan skierował swoje kroki do wyjścia i w tym właśnie momencie, do domu wróciła moja matka. Niska i szczupła kobietka, o farbowanych blond włosach i w sportowym odzieniu. – Cześć chłopaku – rzuciła do mojego kolegi. – Mamo to jest Gracjan. – Chciałam być miła i ich sobie przedstawić. – Przecież widzę, że nie pan Jezus – ...