1. Samotna Królewna (I)


    Data: 31.10.2022, Kategorie: nieletni, rozwód, pierwsza miłość, wpadka, zakochanie, Autor: Taka_Miłość

    ... ale teraz jakoś nie chciałam o tym myśleć. Chwyciłam za pilot i włączyłam starą wieże
    
    . Z głośników rozniosło się po całym mieszkaniu:
    
    Poszłam zajrzeć w swój telefon komórkowy czy Wiktoria odpisała. Oczywiście jak zawsze mnie nie zawiodła. Miała być za dziesięć minut. Po pięciu uświadomiłam sobie, że muszę ją powiadomić o tym, by przyszła do mieszkania mojej matki, a nie do tego, które wynajmowałam z Oskarem.
    
    – Rychło w czas. Właśnie twój
    
    otworzył mi drzwi domofonem.
    
    – To olej mojego
    
    i zawróć! – wrzasnęłam, kucając w pokoju mojej matki i przeglądając jakieś siatki. Poszukiwałam szklanek. – Albo wiesz co? Weź od niego jakieś szkło. Może być nawet słoik po musztardzie. Ta idiotka chyba wszystko wywaliła.
    
    – Katrina, zwolnij – wypowiedziała lekko zirytowanym tonem. – Mówisz za szybko i nic nie rozumiem.
    
    – Weź od Oskara dwie szklanki – niemal wysylabizowałam.
    
    – Teraz rozumiem. Kupię kubeczki plastikowe po drodze. A teraz uciekam, zanim zejdzie po mnie na dół. Nie zamierzam się mu tłumaczyć za ciebie. To ty od niego odeszłaś, więc ty mu to wyjaśniaj.
    
    – To przez ciebie się z nim związałam – warknęłam, ale po drugiej stronie już nie było Wiktorii, a tylko to charakterystyczne pi pi.
    
    Odłożyłam telefon na stół, wróciłam się do przedpokoju i przed moimi oczami stanęła wysoka komoda w połowie oszklona. Dosłownie mogłabym przysiąc, że jeszcze przed pięcioma minutami jej tu nie było. Cóż, najwidoczniej z moją spostrzegawczością jest jeszcze gorzej, niż ...
    ... z orientacją w terenie. Za szkłem stały kieliszki, do wina białego, czerwonego, martini, szampana, likieru a nawet margarity.
    
    – Uśmiechnęłam się tak szeroko, że to aż dziwne, iż ten uśmiech nie rozpuścił mnie jak cukier na deszczu.
    
    Szybko otworzyłam oszklone drzwiczki komody, chwyciłam za kieliszek do szampana i szepnęłam z czułością:
    
    – Chodź malutki do mamusi.
    
    Położyłam go na podłodze z braku innej opcji i zajrzałam do dolnego wnętrza komody, licząc na to, że skoro w górnej jej części znalazłam kieliszki, to w dolnej będzie jakiś dobry alkohol. Nie było go tam. Zamiast niego moim oczom ukazały się mąki, cukry, makarony, chyba każdy z rodzajów
    
    i inne tego typu, zbędne moim zdaniem, produkty. Jednak gdzieś w tej namiastce mini marketu, uchowały się też chipsy – paprykowe – moje ulubione. Szybko za nie chwyciłam, wzięłam też z sobą kieliszek i poszłam do pokoju. Tam w spokoju mogłam poddać się relaksowi, czyli rozłożyć na kanapie z nogami wyciągniętymi przed siebie i napić się wiśniówki zmieszanej z colą, chrupiąc przy tym chipsy.
    
    W mieszkaniu rozbrzmiała melodia znana z filmu
    
    . Film ten znałam aż za dobrze. Oglądałam go kiedyś niemal codziennie, przez dwa tygodnie, naprzemiennie z filmem
    
    . Ktoś powie, że to dziwne upodobania, by oglądać kilkakrotnie jedno i to samo. Cóż... ja się z tym kimś zgodzę. Wtedy jednak byłam dwunastoletnim dzieckiem, chorym na anginę i zmuszonym do tego, by pozostać w domu, w łóżku. Wtedy też powinna być przy mnie matka albo ...
«12...8910...35»