-
Nigdy nie schodź ze szlaku (II)
Data: 08.11.2022, Kategorie: nieznajomy, namiot, góry, Klasycznie, Autor: PannaNikt
... zaraz opiekuńczo. Ha, mam cię! Jest tak jak myślałam Pan Adam „mam to wszystko w dupie”, nie jest wcale takim twardzielem i mrukiem za jakiego chce uchodzić. - Nie - uśmiechnęłam się promiennie - Fajnie, że mnie złapałeś - dałabym sobie uciąć rękę, że się speszył. Szybko zanurkował w małym namiocie i po chwili wynurzył się z karimatą i palnikiem. Podał mi piankę. - Jak chcesz to możesz sobie na niej siąść - powiedział. Sam zajął się pichceniem. Po chwili woda bulgotała w garnku, a Adam chyba nie bardzo wiedział, co z sobą począć. Postanowiłam go trochę podenerwować: - A co robisz? - To znaczy? - Gdzie pracujesz? - Robię doktorat na uczelni. - A w jakiej dziedzinie? - Fizyka. - A ile masz lat. - Trzydzieści jeden - zestawił garnek z palnika i wsypał kuskus. Potem szybciutko wszedł do namiotu, by wrócić z puszką szynki konserwowej i otwieraczem. Szynkę wkroił do garnka, a całość wymieszał. Dzięki temu powstała breja, którą w normalnych warunkach nie zaserwowałabym nawet bezdomnemu psu. Działalność Adama przypomniała mi jednak, jak bardzo jestem głodna. - Chcesz spróbować? - spytał. Bardzo możliwe, że wpatrywałam się w niego uporczywie. - Nie, nie dzięki. Nie jestem głodna - i dokładnie w tym momencie z mojego brzucha wydobyło się naprawdę głośne burczenie. Ja z kolei miałam okazję po raz pierwszy zobaczyć szeroki i szczery uśmiech Adama. Trzeba przyznać, że jakkolwiek faceci z brodą nie są w moim typie, wyglądał uroczo. - Dam ci trochę - ...
... powiedział, dzieląc breję na pół. Chwyciłam podany mi garnek z godnością. Dystyngowania i dobrych manier starczyło mi jednak na dwie łyżki, bo resztę pochłonęłam w tempie ekspresowym. Adam patrzył na mnie z nieprzeniknioną miną. - Kiedy ostatnio jadłaś? - spytał. - Koło dwudziestej. - A co ty właściwie robiłaś sama na szlaku? - Miałam dołączyć do znajomych w schronisku. Są w Tatrach od kilku dni i się wspinają - na słowo „wspinają” jakby się ożywił. - I oni cię tak puścili samą? - zdziwił się. - No a czemu mieliby mnie nie puścić? Mam trzydzieści lat i samodzielna jestem już od dłuższego czasu - w jego oczach dostrzegłam bezbrzeżne zdumienie. - Ile ty masz lat..? - Trzydzieści - powtórzyłam zirytowana - A myślałeś, że ile? - Dziewiętnaście, dwadzieścia - wyjąkał. Na moment zapadło milczenie, a za chwilę ni z gruszki ni z pietruszki zapytał: - Lubisz postacie z bajek? - nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. Jego zagubienie było urocze. - Średnio. Jeśli masz na myśli moje ubranie, to są rzeczy, które nosiłam w podstawówce. Nic innego nie miałam u rodziców. W ostatniej chwili dowiedziałam się, że idę w góry - wyraźnie trawił informacje, które mu przekazałam. Nie bardzo chciało mi się czekać na wynik jego analiz. Sięgnęłam po ortalionowy plecak i wyciągłam „Dwie beczki wiśniowe”. Jeśli Adam wcześniej był zagubiony, to teraz miał minę dziecka we mgle. - Beczka wiśniowa...dwulitrowa - mamrotał rozmarzony - Ty to tu przytachałaś...? - Miała być ...