-
Nigdy nie schodź ze szlaku (II)
Data: 08.11.2022, Kategorie: nieznajomy, namiot, góry, Klasycznie, Autor: PannaNikt
... impreza w schronisku - stwierdziłam spokojnie - Może być impreza w namiocie. Jestem elastyczna. - Jezu, ile ja mam wspomnień z beczką - jęknął. Cóż, to coś nas jednak łączy. - Dobra, dość gadania. Masz jakiś kubek? - Mam. - To dawaj - zarządziłam. Już po chwili entuzjastycznie siorbaliśmy siarczany i siarczyny. Chyba jeszcze nigdy beczka nie smakowała tak wybornie. Procenty zrobiły swoje, bo Adam zaczął sam zagadywać. - A ty co robisz? - Teraz to pracuję w agencji reklamowej. - A wcześniej? - Wcześniej to różnie, trochę sprzątałam, udzielałam korków z polskiego, bawiłam dzieci. Co się trafiło. To cud, że udało mi się z tą agencją. - Aha, a co studiowałaś? - Polonistykę. - O kurwa, byłem noga z polskiego. - A ja z fizyki był całkiem niezła. Zdawałam nawet maturę z matmy. - Serio? - nie bardzo mi dowierzał - Znasz jakiegoś polskiego matematyka? - spytał przebiegle. - Stefan Banach - chyba mu zaimponowałam - Ten od przestrzeni Banacha. - Jesteś chyba pierwszą osobą nie z branży, która go kojarzy - powiedział z odcieniem podziwu. Na szczęście nie kontynuował tematu, bo o ile o życiu Banacha wiedziałam co nieco z pewnej książki, o tyle jego osiągnięć zawodowych nie znałam w ogóle. Całkiem miło się rozmawiało. Tak miło, że nie zauważyłam, gdy wypiłam kubek „terminatora”. Jednak lekkie wirowanie, które czułam w głowie oraz pełny pęcherz, były dowodem na to, że mój organizm nie dał się oszukać. - Wiesz co, jeśli mamy kontynuować ...
... spożycie beczki, to ja bym poszła zrobić siku. I chyba się już przebiorę do spania, bo później mogę nie dać rady - mrugnęłam do niego. - Jedna beczka to za mało, żeby we wsi się coś działo - zacytował przysłowie znane wszystkim koneserom i zgodnie się roześmialiśmy. Z plecaka wyciągnęłam świeżą koszulkę, getry i mini-kosmetyczkę. Wstając znowu się zachwiałam i Adam usłużnie mnie podtrzymał. - No księżniczko, czy ty w ogóle posiadasz błędnik? - zapytał trochę złośliwie, ale w jego głosie przebijała ciepła, troskliwa nuta. Dziwne, ale odczuwałam coraz większą sympatię do tego gbura. Chodź poświecę ci czołówką - powiedział i ruszył za mną. Pomimo, iż księżyc w pełni oświetlał okolicę lepiej niż nie jedna lampa halogenowa, znów nie zauważyłam nierówności terenu. O tym, że lecę do przodu na tak zwany zbity pysk przekonałam się dopiero gdy ziemia zaczęła się niebezpieczni zbliżać do mojej twarzy. Silne ręce złapały mnie od tyłu i postawiły na nogi. Przez moment staliśmy przytuleni a ja poczułam się jakoś tak błogo. Zawsze byłam samodzielną dziewczyną. Mój eks wywinął mi taki numer, że chcąc nie chcąc nauczyłam się liczyć tylko na siebie. Miło było jednak poczuć, że ktoś nade mną czuwa. Powolutku się odwróciłam i zadarłam głowę by spojrzeć na Adama. Nasze spojrzenia się skrzyżowały i nie umknęło mojej uwadze, że intensywnie się we mnie wgapia. Może to wyświechtane porównanie, ale jak kot w mysz. Nawet się oblizał! Jego spojrzenia prześlizgnęło się po mojej twarzy i skoncentrowało na ...