-
Nigdy nie schodź ze szlaku (II)
Data: 08.11.2022, Kategorie: nieznajomy, namiot, góry, Klasycznie, Autor: PannaNikt
... ustach. Gdyby to był amerykański film zagrałaby romantyczny muzyka, a Pan Gbur zmieniłby się w Rhetta Butlera składającego namiętny pocałunek na moich drżących ustach. Niestety rzeczywistość wyglądała tak, że Adam nagle odskoczył jak oparzony i szybko mnie wyminął. - Jak ty dożyłaś do trzydziestki? - zapytał. Magia minęła. *** Już po chwili pożałowałem chwilowego odruchu empatii. Nie lubię ludzi, nie umiem z nimi rozmawiać. Najgorzej zaś wychodzą mi kontakty z kobietami. To znaczy żeby nie było, że jestem mizoginem. Posiadam koleżanki z pracy i ze ścianki. Traktuję je jednak bardziej jak kumpli z cyckami. Im laska ładniejsza i bardziej pociągająca, tym beznadziejniej wychodzi mi z nią rozmowa. Posiadam też niesamowity dar zaprzyjaźniania się z kobietami, które mi się podobają. Średnio po roku czasu zdobywam się w końcu na odwagę, by przejść do działania i wtedy słyszę: „Jesteś dla mnie za dobry, bądźmy nadal przyjaciółmi”. Przypomina mi się post jakiegoś kolesia, z którym partnerka rozstała się podobnymi słowami. Miał ochotę jej przypierdolić i spytać: „Nadal jestem dla ciebie kochanie za dobry?”. Wcale się mu nie dziwię. Różowa gówniara dreptała za mną bezustannie gadając. Totalnie ją ignorowałem, by nie zachęcać jej do dalszego trucia, ale i tak zdążyła się przedstawić - miała na imię Ania. Na wszelki wypadek obserwowałem ją kątem oka i dobrze. Zagapiła się w gwieździste niebo, zrobiła maślane oczy i potknęła o pierwszy wystający kamyk. W ostatniej chwili ją ...
... złapałem. Nie było to trudne, bo ważyła tyle co średniej wielkości kanarek. Speszyło mnie, że weszliśmy w tak bezpośredni kontakt, więc burknąłem coś nieprzyjemnego. Popatrzyła na mnie smutnie i momentalnie opanowały mnie wyrzuty sumienia. - Nie boli cię stopa? - spytałem. - Nie – dopiero teraz zauważyłem, że może nie jest pięknością, ale ma niesamowicie promienną twarz. - Fajnie, że mnie złapałeś - dodała, a ja uświadomiłem sobie, że jest całkiem sympatyczna. Emanowała z niej radość i siła. Szybko udało się jej jednak zetrzeć pozytywne wrażenie, bo zbombardowała mnie masą pytań. Drugą w kolejności rzeczą, której nie cierpię tylko odrobinę mniej od kontaktu z ludźmi, jest inwigilacja mojej osoby. Żeby się jakoś od tego uwolnić wziąłem się za przygotowywanie kolacji. Nie był to zdecydowanie posiłek na miarę Sheratonu. Powiem szczerze, że po tygodniu jedzenia kuskus z różnymi dodatkami miałem już odruch wymiotny na myśl o tym gównie. Ku mojemu rozbawieniu okazało się jednak, że szara breja kogoś bardzo zainteresowała. Różowa Ania wpatrywała się w parujący garnek błyszczącymi oczami. - Chcesz spróbować - spytałem. Zrobiła minę pełną godności i szybciutko odpowiedziała. - Nie, nie dzięki. Nie jestem głodna - dokładnie w tym momencie z jej brzucha wydobyło się głośne burczenie. Nie wytrzymałem i parsknąłem. Trzeba jej przyznać, że miał dystans do siebie, bo zamiast się obrażać dołączyła do śmiechu. Po chwili wyjadała już dymiącą kaszkę z garnka. Gdy skończyła ...