1. Nigdy nie schodź ze szlaku (II)


    Data: 08.11.2022, Kategorie: nieznajomy, namiot, góry, Klasycznie, Autor: PannaNikt

    ... postanowiłem ją trochę przepytać. W pewnym momencie wyłapałem, że mówi, iż ma trzydzieści lat. Nie możliwe, musiałem się przesłyszeć. Spytałem jeszcze raz, a ona potwierdziła. Przyglądnąłem się dokładniej. Była niska, szczupła i miała małe cycki. W błąd wprowadzała też jej dziewczęca twarz. Posiadała lekko szpiczaste rysy laski z mangi - duże, błyszczące oczy i mały, zadarty nosek.
    
    - Lubisz postacie z bajek? - zapytałem idiotycznie. Znów się śmiała. Normalnie pewnie bym się obraził, ale ona robiła to w taki sposób, że czułem, że śmieje się do mnie a nie ze mnie. Energicznie sięgnęła do plecaka i wyciągnęła plastikową butelkę o dobrze znanej mi etykiecie. Jezu, ile miałem wspomnień związanych z „Wiśniową Beczką”. Pierwsze porządne upicie się, niezliczone wagary, ogniska z piosenkami Nirvany i mój pierwszy raz.
    
    Siedzieliśmy na karimacie i sączyliśmy beczkę z jednego, metalowego kubka. Zrobiło się błogo. Złapałem się na tym, że rozmawiam z Anią zupełnie swobodnie, zero spiny. Kiedy powiedziała, że naprawdę lubiła matmę, nie bardzo mogłem uwierzyć. Nie byłbym sobą gdybym nie spróbował jej podpuścić.
    
    - Znasz jakiegoś polskiego matematyka? - spytałem. Jakże się zdziwiłem, gdy praktycznie natychmiast usłyszałem odpowiedź - Stefan Banach.
    
    Powiem szczerze, że naprawdę mi zaimponowała. Była z wykształcenia humanistką, zawodowo zajmowała się zupełnie czym innym, a mimo to kojarzyła Banacha. Fiu, fiu.
    
    Obaliliśmy pół litra wina miło sobie rozmawiając, gdy Ania stwierdziła, ...
    ... że pora się umyć i skorzystać z toalety. Chyba trochę jej uderzyło do głowy, bo gdy wstawała straciła równowagę. Była rozkosznie nieporadna. Założyłem czołówkę i zaproponowałem, że z nią pójdę. Strumyk znajdował się tuż obok, zero szans na zgubienie, ale lepiej chuchać na zimne. Oczywiście okazało się, że mam rację. Znawczyni matematyków polskich znów się potknęła i leciała twarzą w dół wprost na ostre skały. Złapałem ją od tyłu i przyciągnęłam do siebie. Była leciutka i mięciutka, a ja nie bardzo miałem ochotę ją puszczać. Wolno obróciła się do mnie i zadarła głowę. Księżyc świecił tak mocno, że widziałem wszystkie szczegóły jej twarzy. Zauważyłem delikatne piegi na nosie i malutkie zmarszczki wokół oczu od uśmiechania się. Moje spojrzenie zjechało na czerwone usta. Miała je lekko uchylone i naszła mnie dzika chęć, żeby ją jeszcze mocniej przyciągnąć i pocałować. Mówiąc szczerze, miałem ochotę na o wiele więcej. To dziwne, bo Ania nie była nawet w moim typie. Wolałem wysportowane, wspinające się laski, minimum metr siedemdziesiąt. Przede mną stało wiecznie potykające się chuchro i patrzyło na mnie okrągłymi oczami. Nagle otrzeźwiałem. Kurwa ja się na nią gapię i cały czas trzymam w objęciach. Złapałem się nawet na tym, że oblizałem usta na myśl o tym co bym z nią zrobił. Nie mogła tego nie zauważyć. Ale obciach. Zwolniłem uścisk i wystrzeliłem jak z procy.
    
    ***
    
    Adam odprowadził mnie do strumyczka. Szybciutko ochlapałam strategiczne miejsca, a resztę przetarłam mokrymi ...
«12...567...11»