1. Zaskakujące Lądowanie rozdział 1


    Data: 31.12.2022, Autor: AHopeS

    ... robię sobie dzienną porcję czarnego eliksiru. Stojąc w futrynie między kuchnią, a pokojem gościnnym stwierdzam, iż przydałoby się trochę posprzątać. Ok. jestem sama, dużego bałaganu nie narobię, ale zawsze coś się tam małego znajdzie. Postanawiam więc zrobić pranie i dziękuję opaczności, że w niedzielę w tym bloku można prać, czy poodkurzać. W moim starym mieszkaniu miałabym od razu upomnienie lub wypowiedzenie, a sąsiedzi pokazaliby mi ptaszka, pukając się w czoło. Przynajmniej mój odkurzacz na największych obrotach nie robi tyle hałasu, co pralka. Sąsiedzi chyba by mnie spalili na stosie, gdybym posiadała dwa urządzenia, robiące taki huk.
    
    Po godzinie sprzątania jestem zadowolona z efektu, tylko jest jeszcze jedna rzecz, która wypala mi dziury w oczach... Kartony. Albo teraz, albo nigdy.
    
    Podchodzę do nich, ściągam jeden z drugiego, otwieram i wykładam zawartość na kanapę. Patrzę na to wszystko i pytam w głębi samej siebie, czy naprawdę jest mi to potrzebne. W sumie nie wiem, po co mi coś, do czego i tak nigdy nie wrócę. Choć świadomość ich posiadania dodaje mi pewności, iż nie jestem kompletnie na dnie, tak przypominają mi chwile, które w pewnym momencie stały się horrorem. Na myśl, do czego doszło pewnego wieczoru, czuję znów ten przeszywający ból, jak wtedy. Instynktownie kładę rękę na żebra i brzuch, zaczynam się trząść, z rąk powstają wiatraki, a na czole skrapla się zimny pot, w dodatku żołądek chce pozbyć się porannej kawy. Ułamek sekundy później z ...
    ... impetem otwieram drzwi do łazienki i w ostatnim momencie dobiegam do umywalki. Po jakiego wała ją tak szorowałam? To są moje pierwsze myśli.
    
    Po oddaleniu psychicznego bólu szybko robię porządek w umywalce, myję zęby, następnie twarz, podnoszę głowę i widzę w lustrze trupa. SUPER! W dodatku cuchnę potem. Kto by pomyślał, iż rzyganiem można się bardziej spocić niż sprzątaniem?
    
    Puk... Puk... Puk...
    
    Nieeee, to nie może być prawda. Nie dzisiaj. Nie teraz!!!
    
    Bum... Bum... Bum...
    
    – Mia. Wiem, że tam jesteś, twoją pralkę słychać aż w Paryżu. – Słyszę głos Samuela.
    
    – Sekunda! – odwołuję. Grrr.
    
    Wybiegam z łazienki do pokoju, szybko chowam ten chaos do pudeł i stawiam jedno na drugim obok futryny sypialni.
    
    Otwieram drzwi wejściowe i widzę, jak uśmiech z twarzy Samuela znika, a zastępuje go zmarszczone czoło.
    
    – Jesteś chora? – pyta zmartwiony.
    
    – Nie – odpieram.
    
    – Patrzyłaś dzisiaj w lustro? – docieka. On jest niekiedy bardziej upierdliwy od kozy. Naprawdę!
    
    – Tak, czemu pytasz? – Rżnę głupka.
    
    – Wyglądasz koszmarnie blado – stwierdza. Nie musi mi tego mówić, przecież wiem o tym bardzo dobrze. Nogi zaczynają mi się uginać, ręce na nowo trząść, chociaż chowam dłoń za siebie i tak nie uchodzi to jego uwadze. Ciało zdrajca brakuje ci jajca!
    
    – Mia, nie kłam i powiedz, co jest grane. To mi się nic a nic nie podoba! – Robi krok w moją stronę, chcąc wejść do mieszkania, lecz staję mu na drodze. Jeszcze nikt oprócz mnie nie przekroczył tego progu i też tak ...