1. Kuzynka, moje panny i złote łany…


    Data: 03.01.2023, Kategorie: wspomnienia, wakacje, wieś, Autor: Indragor

    ... do czasu nieśmiało zerkała, więc powiedziałem:
    
    – »Możesz patrzeć na mnie, ja nie gryzę«.
    
    – »Dziękuję panie«. – Spojrzała śmielej.
    
    – »I możesz mi mówić Oli«.
    
    – »Dobrze, panie Oli«.
    
    – »Wystarczy samo Oli«.
    
    Spojrzała na mnie bardzo zdziwiona, po czym po chwili ze wstydem odpowiedziała:
    
    – »Nie wiem, czy wypada, panie«.
    
    – »Wypada, a nawet powinnaś« – powiedziałem zdecydowanym tonem.
    
    – »Jak życzysz sobie panie... to znaczy« – zmieszała się znowu – »jak sobie życzysz Oli«. – Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
    
    – »Widzisz? Teraz już lepiej«. – Posłałam jej uśmiech. – »Skąd tu się wzięłaś?« – Spróbowałem jeszcze raz coś z niej wyciągnąć.
    
    – »Ja... ja nie wiem, jestem tu chyba od zawsze«.
    
    Dziwnie mówiła, ale od razu, jak tylko się rozluźniła, spodobała mi się. Było w niej coś tajemniczego, a zarazem niezwykłego. Wydawała się nieśmiała, ale bardzo miła i taka... sympatyczna, ciepła... trudno mi nawet określić... i intrygująca, jakby skrywała jakąś tajemnicę, jakby pochodziła stąd, tutaj, z tej wsi, ale równocześnie jakby była nie z tego świata. Intrygująca i niesamowita przez swoje zachowanie. Ten ubiór, długa do kostek suknia w ciemnych barwach, zupełnie niepasujący do tego, jak ubierają się teraz dziewczyny, a równocześnie doskonale współgrający z jej charakterem i sposobem bycia. To było niezwykłe wrażenie, tak z nią spacerować i rozmawiać. Chociaż początkowo trudno się rozmawiało, przez tą jej nieśmiałość, a może niepewność... i to, że ...
    ... niczego o sobie nie pamiętała, tak mówiła. A może po prostu nie chciała powiedzieć. Umówiłem się z nią na następny dzień w tym lesie. Byłem ciekawy, czy się pojawi, wchodząc następnego dnia do lasu... – zmilkłem.
    
    – I co? – szepnęła po dłuższej chwili, jakby bojąc się spłoszyć czegoś ulotnego, Endżi, będąca pod wrażeniem opowieści.
    
    – Czekała już na mnie – odszepnąłem.
    
    – »Cieszę się, że jesteś panie« – powiedziała, dygając na powitanie.
    
    – Ja nie umiem dygać – zasmuciła się kuzynka.
    
    – Powinnaś się nauczyć – rzuciłem z uśmiechem – może ci się to kiedyś przydać.
    
    – Będę musiała – zapewniła Endżi z przekonaniem, potakując głową. – I co dalej? – ponagliła.
    
    – »Oli, pamiętasz?« – przypomniałem Kirze.
    
    – »Przepraszam«. – Zawstydziła się.
    
    – Nie pamiętam już wszystkiego, o czym rozmawialiśmy, ale kilka rzeczy utkwiło mi w pamięci, bo zadawała czasami dziwne pytania.
    
    – Co na przykład?
    
    – Wiesz Endżi, że w pewnym momencie zapytała o te srebrne ptaki wysoko nie niebie, ciągnące za sobą długi biały warkocz?
    
    – Samolot? – domyśliła się kuzynka.
    
    – Aha, i co się stało z końmi, bo prawie ich nie widuje, i jak to się dzieje, że te warczące pojazdy tak szybko poruszają się po trakcie.
    
    – Rzeczywiście dziwne... – zamyśliła się kuzynka.
    
    – Trzeciego dnia w czasie takiej przechadzki złapałem ją za rękę. Zaczerwieniła się, niepewnie uśmiechając, ale się nie wyrwała. Tego dnia, gdy się rozstawaliśmy, delikatnie pocałowałem ją w usta.
    
    – »Panie Oli, nie godzi się ...
«12...323334...42»