1. Kuzynka, moje panny i złote łany…


    Data: 03.01.2023, Kategorie: wspomnienia, wakacje, wieś, Autor: Indragor

    ... przywarcia do nich swoimi ustami. Jeszcze walczyłem ze sobą, gdy niespodziewanie Endżi, mając już mocno rozchylone nogi, odezwała się z udawanym wielkim zdziwieniem, robiąc przy tym duże oczy:
    
    – Oli, ty chcesz mnie wychędożyć?
    
    Odskoczyłem od kuzynki jak oparzony. Z jednej strony byłem zły, że odezwała się w takim momencie, z drugiej, byłem zadowolony, bo to, co zamierzałem zrobić, mogłoby być już trochę za dużo. Mogłoby stać się przekroczeniem pewnej niewidocznej granicy, zza której nie byłoby już powrotu do tego, co było wcześniej.
    
    – Oli? – odezwała się jakoś niepewnie po co najmniej minucie ciszy.
    
    Leżałem na plecach z zamkniętymi oczami, próbując uporządkować w myślach niedawne wydarzenie i nie zareagowałem na jej głos. Endżi usiadła, nachylając się w moją stronę, zasłaniając sobą słońce.
    
    – Gniewasz się na mnie? Przepraszam... ja tylko żartowałam... – Z jej głosu przebijało autentyczne zaniepokojenie. Słysząc to, nie wytrzymałem i się roześmiałem.
    
    – No co ty. – Otworzyłem oczy. – Na ciebie? Nie ma mowy. I nie ma za co.
    
    – To dobrze – odsapnęła z ulgą – bo nie chciałabym, byś się na mnie gniewał – mruknęła, spoglądając tylko w sobie znanym kierunku.
    
    – Czemu?
    
    – Bo wtedy byłoby mi smutno. A nie lubię, jak jest mi smutno – mruknęła tak samo. Kilkanaście minut później spora chmura zakryła chyba już definitywnie Słońce. Od strony Endżi dobiegło mnie głębokie westchnienie, świadczące, że straciła już nadzieję na opalanie, a potem jej głos: – Chodź, ...
    ... połazimy sobie jeszcze trochę.
    
    Dwa dni później siedzieliśmy już w popołudniowym pociągu. Endżi miała na sobie lekką, białą bluzeczkę z jakimś nadrukiem i jak to określała „podróżne dżinsy”, czyli takie luźniejsze, a nie dopasowane dokładnie do ciała, „aby nic nie wpijało się w tyłek”.
    
    Planowy odjazd miał nastąpić o 16:52, a przyjazd na miejsce kilkanaście minut po dwudziestej. Przed nami było więc jakieś trzy i pół godziny jazdy. Jako że to niedzielne popołudnie, chętnych do podróży nie brakowało. Na szczęście w pierwszej klasie tłoku nie było. Weszliśmy do przedziału, który zajmowało na oko dość młode małżeństwo z cały czas wiercącym się ośmiolatkiem, mającym coraz coś do powiedzenia. Jeszcze jedną pasażerką przedziału była starsza pani o ciemnobrązowych włosach, pewnie farbowanych. Nie mieliśmy wielkiego wyboru, zajmując wolne fotele, niemniej mina Endżi wskazywała, że jest rozczarowana brakiem miejsca przy oknie.
    
    Pociąg ruszył. Małżeństwo pochłonięte było własnymi sprawami i ośmioletnim rozrabiaką, tylko starsza pani z ciepłym uśmiechem na twarzy zerkała na nas, a szczególnie na kuzynkę, zapewne przysłuchując się wymianie zdań między nami, chociaż wtedy nie zwróciłem na to baczniejszej uwagi. Dwadzieścia kilka minut później pociąg zatrzymał się na kolejnej stacji, większej od tej naszej, na której wsiadaliśmy. Małżeństwo z urwisem wysiadło, ku mojej uldze, bo dzieciak wiercący i wciskający się we wszystkie miejsca w przedziale wkurzał mnie. Kuzynka zobaczywszy wolne ...
«12...363738...42»