-
Kuzynka, moje panny i złote łany…
Data: 03.01.2023, Kategorie: wspomnienia, wakacje, wieś, Autor: Indragor
... miejsce przy oknie, natychmiast przesiadła się na drugą stronę, a mnie nie pozostało nic innego, jak zrobić to samo. Na ten widok starsza pani szeroko uśmiechnęła się do mnie ze zrozumieniem. Niemal w tej samej chwili, gdy pociąg ruszył, otworzyły się drzwi przedziału. – Dzień dobry, możemy? – W drzwiach stanął pan w średnim wieku, pod pięćdziesiątkę. – Proszę, są wolne miejsca – odezwała się starsza pani. Zaraz za owym mężczyzną weszła dwudziestoparolatka, jak się kazało córka, gdyż zwracała się do mężczyzny „tato”. Mężczyzna ubrany był na czarno, a jego córka również w ciemnych, stonowanych barwach. Wracają z pogrzebu kogoś bliskiego? – przemknęło mi przez myśl. Ich późniejsza rozmowa zdawała się to potwierdzać. Pociąg sunął, a monotonny stukot kół wagonów działał usypiająco mimo jeszcze popołudniowej pory. Być może także z powodu „leniwej”, czyli bezwietrznej, ciepłej, ale nie upalnej pogody. Nieco ponad godzinę później pociąg zatrzymał się na małej stacyjce, właściwie przystanku bez dworca. Zawsze zastanawiałem się, czemu tu się zatrzymuje. Co prawda jechałem do tej pory pociągiem tylko ze trzy, cztery razy, bo przeważnie podróżowaliśmy własnym samochodem, ale nigdy nie widziałem, aby ktoś tu wsiadał lub wysiadał. Po krótkim, bo minutowym postoju, pociąg ruszał w dalszą drogę. Tym razem zdziwiłem się, widząc opuszczającego przedział, jeszcze przed zatrzymaniem pociągu, pana z córką, a potem wysiadających na tej stacyjce. Po kilkudziesięciu sekundach ...
... zauważyłem jeszcze ciekawy obrazek. Wybiegającego zza wiaty przystanku pana w średnim wieku z czarną aktówką pod pachą, przytrzymującego dłonią kapelusz na głowie. Miał na sobie ciemny garnitur, ale bez krawata, z rozpiętą pod szyją białą koszulą. Dopadł pociągu w ostatniej chwili; zaraz potem pociąg ruszył. Kilkanaście sekund później otworzyły się drzwi od naszego przedziału. Pan z aktówką i w kapeluszu rozejrzał się, po czym bez słowa usiadł zaraz przy drzwiach. Wyświechtaną skórzaną aktówkę położył obok siebie, a następnie naciągnął kapelusz na oczy. Może zamierzał się zdrzemnąć, a może tylko nie życzył sobie, aby ktoś go zagadywał. Tak czy inaczej, gdyby dodać mu prochowiec, wyglądałby jak detektyw ze starych kryminałów. Spojrzałem na Endżi. Najwyraźniej zmorzył ją sen, mnie też zamykały się oczy. Ocknąłem się, słysząc hałas otwieranych drzwi od przedziału. To starsza pani, ta, która wcześniej nam się przyglądała, wychodziła, pewnie do ubikacji, bo bez bagażu i pociąg jeszcze przez jakieś pół godziny nie miał postoju. Gdy wróciła, niespodziewanie usiadła obok mnie. – Masz bardzo sympatyczną dziewczynę – odezwała się do mnie szeptem, z ciepłym uśmiechem i takim samym wyrazem oczu. – Trochę przypomina mnie samą, kiedyś, dawno temu – westchnęła. – Czemu pani sądzi, że jest moją dziewczyną? – zapytałem. – Nie gniewaj się chłopcze, ale obserwuję was już od dłuższego czasu. Zresztą w moim wieku cóż innego pozostało... – wypowiedziała te słowa, ponownie uśmiechając się ...