1. Kuzynka, moje panny i złote łany…


    Data: 03.01.2023, Kategorie: wspomnienia, wakacje, wieś, Autor: Indragor

    ... przestrachem, dorzuciła: – Pewnie było ci niewygodnie, trzeba było mnie obudzić...
    
    Zatkałem jej usta dłonią, abym mógł coś powiedzieć.
    
    – Nie, wszystko w porządku, możesz spać dalej – skłamałem.
    
    – Już się wyspałam! – pewnym głosem stwierdziła, wcześniej odciągając z niemałym trudem moją dłoń od swoich ust.
    
    Przez pierwsze kilka dni pobytu u dziadków pogoda była niepewna, ale nie padało, może przelotnie raz czy dwa. Weekend minął i ojciec wrócił do domu, a my zostaliśmy z dziadkami. Wówczas, w niepogodę, główną atrakcją było karmienie kur i gra w Badmintona, a właściwie w Kometkę, gdyż miejsce, w którym graliśmy, w niczym nie przypominało kortu, a nasze umiejętności w niczym nie przypominały profesjonalnych graczy. Gdy Endżi nie udało się odbić lotki, zwykle powtarzał się ten sam rytuał. Podchodziła do miejsca, gdzie w trawie leżała lotka, patrzyła na nią, chichocząc krótko, jakby było to coś śmiesznego, równocześnie przenosząc rozweselony wzrok na mnie. Dopiero wtedy podnosiła lotkę i graliśmy dalej. Na szczęście z każdym dniem słońca przybywało. Któregoś dnia wybraliśmy się na spacer po pobliskim lasku. Był tak mały, że składał się tylko z jednego drzewa... Oczywiście żartuję, ale kiedyś, gdy kuzynka była całkiem mała i nie chciała jechać do dziadków, powiedziałem, że pokażę jej taki las niedaleko domu dziadków. Była rozczarowana, że chodziło mi o ten właśnie lasek, bo jak sama stwierdziła, było w nim przecież duuużo drzew... Jednak rzeczywiście nie sposób było w ...
    ... nim zabłądzić. Wszerz i wzdłuż można było go przejść w jakieś dziesięć minut bez pośpiechu.
    
    Wracając ze spaceru, podkusiło mnie coś, aby zaproponować kuzynce przejście przez zboże. Wiem, że nie należy rozdeptywać zboża, ale chyba każdego to kusi. Areał był spory więc ewentualne starty symboliczne. Jeszcze nie doszedłem do połowy pola, gdy idąca za mną Endżi jęknęła:
    
    – Oli, zaczekaj!
    
    – Co się stało? – Odwróciłem się, patrząc na stojącą może dziesięć metrów za mną kuzynkę.
    
    – Nie mogę iść – ponownie jęknęła.
    
    – Dlaczego? – Zdziwiłem się, nie mogąc dostrzec powodu, z jakiego utknęła. – No chodź!
    
    – Nie mogę – powtórzyła.
    
    – Bo co?
    
    – Bo... bo... no bo zaraz dostanę orgazmu! – zachichotała.
    
    Dopiero teraz się zorientowałem. Minispódniczka Endżi była nieco zadarta, ukazując rąbek białych majteczek i kłosy zboża między udami, z których kilka opierało się o owe majteczki. Ach te dziewczyny, pomyślałem, zawsze mają jakieś dziwne problemy. Może i trochę się podnieciła, ale orgazm? Wydało mi się to grubą przesadą.
    
    – Nie wygłupiaj się! – ponagliłem kuzynkę – rusz się, bo do wieczora nie zajdziemy!
    
    Kuzynka ze skupieniem na twarzy zrobiła kilka kroków w moją stronę, powodując przesuwanie się zboża między jej nogami, po czym ponownie się zatrzymała. W tym samym momencie jej oczy zrobiły się okrągłe, otworzyła buzię i zaraz opadła na kolana, a następnie tyłkiem na pięty, po drodze łapiąc się dłońmi za cipkę. Po prostu „odleciała”!
    
    Pięknie – pomyślałem – nikt mi ...
«12...567...42»