1. M jak Marlowe


    Data: 05.02.2023, Kategorie: bez tagów, Autor: starski

    ... wpadający dotychczas przez okno, był tylko złudzeniem. Jego miejsce zajęło gorące powietrze, nieuchronnie wlewające się do ciasnego wnętrza. Oboje momentalnie oblali się potem. Detektyw wachlował się bez ustanku gazetą. Susan próbowała robić to samo białymi paznokciami.
    
    - Dlaczego stoimy? – Starała się zrozumieć, spoglądając przez szybę.
    
    - Może kolejna awaria – mruknął mężczyzna.
    
    - Nie ma tu żadnego przystanku. – mówiła poirytowana. Rzeczywiście, stali w sercu nieruchomej plantacji kukurydzy. Nie drgnął nawet liść. Hydraulika pociągu posykiwała, jak drażniona patykiem żmija. Marlowe wstał i wychylił się przez okno. Susan wykorzystała tę chwilę i wytarła chusteczką stróżki potu z dekoltu i szyi. Pot mężczyzny triumfował, ale tania woda kolońska nie wywiesiła jeszcze białej flagi. Targnęło wagonem i detektyw o mało nie stracił równowagi. Ruszyli. Stał wciąż w oknie, wpatrzony w kierunek jazdy. Słońce mieniło się w jego czarnych włosach. Wreszcie powrócił powiew, szturmował przedział na spółkę z wonią spoconego ciała detektywa i mknął przez rozsunięte drzwi na korytarz.
    
    Susan wybrała numer. Poczekała nie dłużej niż trzy sekundy.
    
    - Anabel! Tu jest koszmar. – Zaczęła. Nie słyszała zbyt dobrze. Zakryła drugie ucho dłonią, skulona, izolując się od hałasu. – Nie słyszę cię, przerywa! – Wstała i wyszła na korytarz. Stała tuż za drzwiami, krzycząc do telefonu. Podmuch rozwinął jej zwiewną spódnicę jak banderę. Nie dbała o to, że świeciła pośladkami. Wręcz przeciwnie, ...
    ... czuła ogromną ulgę. Anabel jechała samochodem. Również miała problemy z komunikacją. Susan oparła się ramieniem o ścianę między huczącymi oknami. Szalony podmuch szargał jej ubraniem. Spódnica łopotała, odsłaniając szerokie biodra, umięśnione nogi, pośladki, kształtne, wyrzeźbione w gimnastycznym reżimie, choć odzyskiwane już przez napierającą na jej ciało kobiecą naturę, która zaokrągliła wąską talię, niewielki biust i ramiona.
    
    - Zadzwonię do ciebie jak dojadę! – próbowała Anabel, głosem mechanicznego jąkały, ale Susan się nie poddawała. Przyjemność przebywania w przeciągu była zbyt duża, żeby zrezygnować z niej przez złe połączenie. – Nie działa klimatyzacja! – krzyczała. Dotychczas, ludzi wydzierających się przez telefon uważała za prymitywnych. Wykorzystała fakt, że nikt jej nie widzi i odkleiła sobie wpite w pachwinę figi. Anabel wyłączyła się już chyba, ale ona wciąż trzymała telefon przy uchu, delektując się odświeżającym nawiewem. Wreszcie wróciła do przedziału. Patrzył na nią zaczerwieniony. Odpowiedziała mu uśmiechem. Nie dbała o rozpiętą spódnicę. Dopiero gdy usiadła i zorientowała się, że widać doskonale jej bieliznę, zakryła ją zawstydzona. – Znów stajemy – zauważyła z przerażeniem. Rzeczywiście pociąg zwolnił. Mijali właśnie jakąś niewielką wioskę. Z wysokiego nasypu przyglądali się dachom i podwórkom. Gęsi gęgały im na powitanie, a może raczej ku przestrodze. Pociąg stanął. Pasażerowie wychylali się przez okna wagonów. Przez korytarz przetoczył zmierzający ku ...
«12...91011...»