1. M jak Marlowe


    Data: 05.02.2023, Kategorie: bez tagów, Autor: starski

    ... wyjściu tłumek. Marlowe stanął w drzwiach, po czym wyjrzał przez okno na korytarzu. Przedział znów zanurzył się w ciepłym rosole. Odezwał się telefon Susan.
    
    - Ann? Słyszysz mnie teraz? Świetnie... Słuchaj, mamy awarię... Tak, w pociągu. Nie działa klimatyzacja... Jak diabli... Nie wiem dokładnie, chyba na jakiejś cholernej pustyni! Cała się kleję... Oczywiście, że nie...Pewnie, że tak. Możesz być tego pewna!... Nie, dzwonił, ale nie odebrałam - Głos zmienił jej się, złagodniał. – Kocha to zadzwoni jeszcze raz. Już zaczyna błagać... Oczywiście...oczywiście, że sama – ściszyła trochę ton... Jacy sportowcy? Nie widziałam tu żadnego... Ty tylko o jednym. – Przytuliła się do telefonu i zakryła go dłonią – Może pora żebyś to właśnie ty znalazła sobie jakiegoś sportowca – powiedziała cicho. - Kończę. Przyszedł konduktor, dam ci znać.
    
    Ludzie na korytarzu oblegali młodego kierownika pociągu. Zaczął mówić wyraźnie, dopiero, gdy ucichły nieco protesty.
    
    - Bardzo nam przykro. W pierwszym wagonie wybuchł niewielki pożar. Nasz personel uporał się z nim bez trudu. Ruszymy jak tylko się da. – Na dźwięk słowa „pożar” miny zebranych, z poirytowanych przekształciły się w przerażone. Posypała się kolejna porcja pytań i protestów.
    
    - Nie wiemy co, prawdopodobnie właśnie awaria instalacji – odpowiadał konduktor jakiejś otyłej kobiecie z różowym chihuahua na ręku. – Ruszamy jak tylko się da. – powtórzył formułkę, przeprosił i zaczął przeciskać się przez tłumek ku tyłom pociągu. –Proszę ...
    ... wrócić do swoich przedziałów – nawoływał. Wszystko to czekało go w każdym kolejnym wagonie. Większość ludzi cisnęła się jego śladem.
    
    Po półtorej godzinie byli tam nadal. Marlowe, ze stron tygodnika zrobił dwa wachlarze. Jeden wręczył Susan, jednym wachlował się sam. Roznegliżowani do granic przyzwoitości siedzieli w przeciwnych kątach przedziału. Z plastikowych buteleczek sączyli rozdaną przez personel wodę. Pot lał się z nich strugami, a skórzane obicia kleiły się nieprzyjemnie do mokrych ciał.
    
    - Przeżyłem już raz pożar pociągu – powiedział detektyw, wachlując odsłonięty po sam pępek, owłosiony tors. – w Chicago. Kilkanaście kilometrów przed. Nie było to wcale zabawne. – Przetarł kark dłonią. – Dwa ostatnie wagony spłonęły doszczętnie. Całe szczęście nic się nikomu nie stało. – Susan pokręciła z przejęciem głową. Odsłonięte po samą bieliznę nogi, wyciągnięte przed siebie, opierała bosymi stopami na przeciwnym siedzeniu.
    
    - Gdybym wiedziała, zabrałabym ze sobą strój kąpielowy – powiedziała z nutą żalu. – zamiast świecić majtkami. – Mężczyzna uśmiechnął się ze zrozumieniem.
    
    - Nie ma się czym przejmować – zapewnił. – Ja w majtkach wyglądałbym znacznie bardziej skandalicznie.
    
    - Skandal – powtórzyła nie wiedzieć po raz który słowo dnia i dmuchnęła w odsłonięty brzuch. Popatrzyli po sobie, szukając potwierdzenia, czy aby im się nie zdawało. Zaraz też rzucili się do okna. Chałupa, pusta psia buda i całe podwórze, do którego zdążyli się już przyzwyczaić, odjeżdżało. Okno ...