1. M jak Marlowe


    Data: 05.02.2023, Kategorie: bez tagów, Autor: starski

    ... sposób słońce nie świeciło jej w oczy. Nie chciała zaciągać zasłon, bo uwielbiała patrzyć na mijane krajobrazy. To było ważną atrakcją podróży pociągiem. Wyjęła z torby plastikową buteleczkę wody i z radością stwierdziła, że jest jeszcze chłodna. Wypiła krótki łyk i zakręconą postawiła na maleńkim stoliku pod oknem. Zapowiadał się kolejny pogodny poranek i prawdopodobnie upalny dzień. Sprawdziła telefon. Żadnych wiadomości. Kusiło ją, żeby zadzwonić. Nie zrobiła tego, za to przyszedł jej pomysł, żeby wyłączyć telefon i być nieosiągalną przez kilka godzin. Choćby nawet pół dnia. Wyobrażała sobie jakie piekło zgotowałaby w ten sposób biednemu Morrisowi, ale i Annie. Uśmiechnęła się, ostatecznie tego nie zrobiła. Dlaczego myślała o nim jako o „biednym Morrisie”, przecież to był drań i tylko dzięki swej wrodzonej niezdarności nie wykombinował w życiu wszystkich świństw, na które miał ochotę.
    
    Klimatyzator, niesłyszalny w lekkim łoskocie pociągu, owiewał ją nieco zbyt słabo. Wstała żeby przyjrzeć się instrukcji obsługi. Sięgnęła bez trudu i przestawiła z jedynki na trójkę. Rozpięła guziki długiej do ziemi spódnicy, odsłaniając nogi. Wszystko było w porządku. Zanim usiadła, zatrzymała się na chwilę, oparta o niewielki blat, delektowała się świeżym powiewem na plecach. Ktoś puknął krótko i odsunęły się drzwi przedziału.
    
    - Przepraszam – odezwał się męski głos. Nie była pewna czy udało jej się ukryć rozczarowanie, gdy się odwróciła i zamiast spodziewanego konduktora, ujrzała ...
    ... mężczyznę z korytarza. - W moim przedziale nie działa klimatyzacja – mówił głosem głębokim i nieco ochrypłym – Zgłosiłem to już kierownikowi pociągu i obiecał zaraz coś z tym zrobić. Czy mógłbym tę chwilę przeczekać tu, w pani towarzystwie?
    
    - Oczywiście – odpowiedziała automatycznie i wbrew samej sobie. Nie czekał na ponowne zaproszenie. Wsunął się wraz ze swoją walizką. Usiadła, żeby ułatwić mu wciśnięcie jej na górną półkę. Wreszcie usiadł i on, przetarł gęste czarne włosy dużymi dłońmi. Wyglądał jakby nie golił się od przynajmniej trzech dni, ale podejrzewała, że przy jego karnacji mógł golić się nawet dzisiaj rano. Przedział wypełniła tania woda kolońska z lekką domieszką potu i alkoholu.
    
    - Nazywam się Marlowe, Philip Marlowe – przedstawił się, wyciągając owłosioną dłoń. Ujęła ją bardzo delikatnie, licząc się z tym, że na pewno będzie spocona. Nie myliła się. Mimo szorstkiego wrażenia, uścisk nie był za mocny. Była mu za to wdzięczna.
    
    - Susan – Zawahała się przez chwilę, czy również powinna przedstawić się pełnym nazwiskiem, zamiast tego, dodała piękny, uprzejmy uśmiech.
    
    - Bardzo mi miło – Zdawał się w pełni usatysfakcjonowany. - Jeszcze raz przepraszam za to najście.
    
    - Nic nie szkodzi. Proszę się nie przejmować, mam tu dużo miejsca. - Nienawidziła samej siebie za tę fałszywą uprzejmość. Miała nadzieję, że wszystko rozwiąże się w nie więcej niż pół godziny.
    
    - Mam nadzieję, że zaraz naprawią urządzenie w moim przedziale – okazywał szczere poczucie winy.
    
    - ...
«1234...13»