-
M jak Marlowe
Data: 05.02.2023, Kategorie: bez tagów, Autor: starski
... powiedział powoli swym niskim, ale dźwięcznym głosem. Pomyślała, że ten głos nie pasuje zupełnie do jego powierzchowności. – I owszem, w tej chwili jestem w podróży, można to nazwać, służbowej. – Susan zakryła usta kartonikiem, a uniesieniem brwi wyraziła lekkie uznanie, zmieszane z dozą podziwu. – A można wiedzieć coś więcej? - Nie powinienem zbytnio rozpowiadać o szczegółach sprawy, bo niestety chodzi tu o morderstwo – Teraz wyraz zaskoczenia ustąpił niemal prawdziwemu przerażeniu. – Ale powiem pani tyle, że zamieszani są w to prawdopodobnie paserzy z zachodniego wybrzeża, a cała sprawa śmierdzi jak przysłowiowy wieloryb na plaży. - Czyli to coś poważnego – zamieniła miejscami skrzyżowane nogi, poprawiając się na siedzeniu. - Szantaż, wyłudzenie, morderstwo i kto wie co jeszcze.– Nagle pociąg z ostrym szastnięciem wpadł do tunelu. Susan podskoczyła, zapaliło się automatyczne oświetlenie. Siedzieli patrząc na siebie bez słowa, bo gdyby chcieli coś powiedzieć, musieliby przekrzykiwać rwetes. Susan uśmiechała się, jakby była odpowiedzialna za tę niedogodność. Przyglądała się sylwetce detektywa. Spod rozpiętej do mostka, lnianej koszuli z rękawkami, wyłaniał się włochaty tors. Miał lekką nadwagę, ale pod warstwą tłuszczu domyślała się muskułów. Krótkie do kolan spodenki z bocznymi kieszeniami i sportowe, dosyć zużyte buty, pasowałby bardziej do jakiegoś nastoletniego skejtera niż do mężczyzny po czterdziestce. Nagle, w jednej sekundzie nastała cisza i wrócił słoneczny ...
... dzień. Sztuczne oświetlenie zgasło niepostrzeżenie. - Praca detektywa jest więc podobna do policyjnej – zauważyła. - Wymaga podobnych cech – przyznał. Doceniała to, że mimo niezręcznej dla niej sytuacji, nie gapił się na jej niemal zupełnie odkryte nogi. Co jakiś czas poprawiała spódnicę, narzucając ją na jedno lub drugie kolano, ale wiedziała, że póki nie zapnie guzików na nowo, skazana będzie na świecenie udami po same majtki. Niepisane prawo eleganckich kobiet zabraniało jej przecież doprowadzania się do porządku, poprawiania makijażu, układania stanika czy niewygodnej bielizny, znajdując się w towarzystwie. - Większość detektywów to właśnie ex-policjanci – powiedział. - Pan też? - Też. - Sam pan zrezygnował czy...- Zawahała się. - Niezupełnie. – Wybawił ją z zakłopotania. – Pracowałem w biurze centralnym w L.A., ale nie ułożyło mi się za dobrze współżycie z przełożonym. Nie zostałem zwolniony dyscyplinarnie. Odszedłem na własną prośbę. - Rozumiem. Stosunki międzyludzkie są często powodem takich decyzji – podsumowała mądrze. - Zgadza się. Do tego, zawsze miałem tę chęć bycia niezależnym, nawet kosztem niepewnego jutra. Potraktowałem to jako wyzwanie. - I udało się panu. - Póki co, udaje mi się każdego dnia – uśmiechnął się połową ust. - A pani?– zagadnął po odpowiednio długiej chwili milczenia – Wybaczy pani, ale nie sposób nie zwrócić uwagi na pani wygląd fizyczny- skinął nieśmiało dłonią. – Gdybym miał zgadywać, powiedziałbym, że jest ...