-
M jak Marlowe
Data: 05.02.2023, Kategorie: bez tagów, Autor: starski
... pani sportsmenką. – Uśmiechnęła się delikatnie, ale bez udawanego wstydu. – Brawo, zgadł pan. Uprawiałam gimnastykę, wyczynowo. Obecnie jestem instruktorką. - To widać, muszę przyznać. – Uśmiechnął się uprzejmie i z uznaniem. Zdawało się, że nie był przyzwyczajony do prawienia kobietom komplementów, pewnie dlatego wyrażał się w nieco niezręczny sposób. Teraz, jakby upoważniony, przyglądał się jej bez krępacji. - Proszę wybaczyć moją niewiedzę – mówił z tą nutą niesprecyzowanego cierpienia w głosie, jakby nauczono go tego w szkole detektywów. - Tę gimnastykę z kółkami, drążkami? - To gimnastyka sportowa, ja uprawiałam gimnastykę artystyczną. Chociaż zaczęłam właśnie od sportowej. - Kiwnęła głową z poważną miną. - To nie to samo? - Nie – Uśmiechnęła się jak do małego dziecka – To dwie różne dyscypliny. - W takim razie, nie będę zadawał kolejnego niemądrego pytania, bo pewnie musi pani odpowiadać na nie za każdym razem, takim jak ja ignorantom. - Czym różnią się te dwie dyscypliny? - Eh, dokładnie – Również się uśmiechnął, czochrając przy tym czuprynę – To pani powinna być detektywem. - Ma pan rację, często muszę wyjaśniać różnice pomiędzy jednym, a drugim. To pytanie nie było trudne do odgadnięcia. - Rozumiem – odpowiedział, mimo wszystko trochę zakłopotany. – Wie pani, mówi się, że policjanci i pisarze powinni znać się na wszystkim. - A to dlaczego? - No chyba dlatego, że w ich pracy zdarza im się stykać z wszelakimi dziedzinami ...
... życia. - Aha, tak. – Znów przełożyła nogę na nogę, przytrzymując spódnicę tak, by pokazać jak najmniej. Przyłapała przy tym jego spojrzenie, któremu nie potrafił był się oprzeć. – Przyznam, że czytam naprawdę niewiele – powiedziała. - Ja uwielbiam czytać, praktycznie nie rozstaje się z książkami. - To musi być przydatne podczas podróży – zagadnęła, wyciągając długą szyję. - Owszem, to doskonały pochłaniacz czasu. - Co pan zabrał ze sobą tym razem? – Przytrzymała zsuwającą się połowę spódnicy.. Mężczyzna zawahał się, jakby to pytanie zaskoczyło go w jakiś sposób. - Prawdę mówiąc, nic – odpowiedział, wyraźnie zmieszany. – W tym właśnie szkopuł. Na tak długą podróż nie zabrałem ze sobą książki. - No, to ładnie – Roześmiała się szeroko. W pewnej chwili zakrywając usta, jakby wstydziła się tak spontanicznej reakcji. W dłoni wciąż trzymała jego wizytówkę. - Wyszedłem w ostatniej chwili i książka została na stole. - Ja pakuję się dwa dni przed podróżą, a moja asystentka nie przebaczyłaby sobie podobnej wpadki. - No tak. Ja nie posiadam asystentki. Mieszka ze mną jedynie na wpół dziki kot i zapewniam panią, nie obchodzą go moje sprawy, o ile nie wiążą się bezpośrednio z jego sprawami. – Roześmiał się szeroko, oczy zwęziły mu się do czarnych kresek – Mowa tu o sprawach kulinarnych oczywiście. - Rozumiem – odpowiedziała. Wzajemnie zarażali się śmiechem. – Ja bezpośrednio nie posiadam żadnego zwierzaka, ale Anabel, moja asystentka, ma miniaturowego pudelka. - ...