-
M jak Marlowe
Data: 05.02.2023, Kategorie: bez tagów, Autor: starski
... Przyznam się pani, że nie podobają mi się pudle, zwłaszcza te przystrzyżone. - Sherry jest u fryzjera przynajmniej raz na dwa tygodnie. - Gdybym był takim psem, spaliłbym się ze wstydu. – Znów, w poczciwym uśmiechu odsłonił drobne, równe zęby. - Ma pomponik na końcu ogonka, wystrzyżony grzbiet i łapki – pokazywała na sobie te miejsca, ruchami powolnymi i przesadnie eleganckimi. On śmiał się w głos. - Co sobie myślą o takim, inne psy – podrzucał szerokimi ramionami. - Sherry nie widuje innych psów. – Machnęła dłonią - Czasem tylko, przypadkiem, na spacerze w parku, zdarza mu się otrzeć i powąchać jakiegoś, ale to bardzo krótkie chwile w jego życiu. - Biedaczysko, to nie życie dla normalnego psa. - No tak. Zgadzam się z panem. Pies powinien mieć więcej wolności. - Dokładnie. Ktoś zapukał i po chwili drzwi przedziału rozsunęły się powoli. Przez szparę zajrzał do środka kierownik pociągu. Był to młody człowiek z ledwo rzucającym się wąsikiem. - Przepraszam – powiedział nieśmiało. – Pan tutaj. – Marlowe kiwnął czupryną. - Pani Susan zgodziła się mnie przygarnąć. - No właśnie – podjął konduktor – pańskiego przedziału jeszcze nie naprawiono, to może potrwać.- Zdawał się szczerze przejęty. – Brakuje jakiejś części i dopiero jak się zatrzymamy, będzie można ją odebrać. - Rozumiem- odparł detektyw, znów głaszcząc swój szeroki kark – No nic, jakoś wytrzymam, nie jestem dzieckiem. – Wstał i sięgnął po walizę. - Ależ absolutnie – Susan niemal ...
... wybuchła. – Niech się pan nie wygłupia – dodała już spokojniej. – Źle tu panu ze mną? – Zakończyła uśmiechem. - No jakże źle? – odpowiedział pokornie – Nie chciałem po prostu... - Niech się pan nie wygłupia – powtórzyła łagodnie. Przecież tak dobrze się nam rozmawia. – Konduktor zasalutował, przeprosił ponownie i wycofał się, zasuwając drzwi. - Przecież zapomniał pan swojej książki, co myślał pan robić sam, w gorącym przedziale? – Strofowała go żartobliwie. - Mam gazetę – machnął nią w geście rezygnacji. - No jeśli od mojego towarzystwa woli pan gazetę, to proszę bardzo – powiedziała poważnie, ale zaraz się roześmiała. - Absolutnie nie. - No więc proszę – Wskazała mu siedzenie. - W takim razie, dziękuję bardzo. – Wykorzystał fakt, że stał i poprawił rozchełstaną koszulę. Nie zapiął wprawdzie żadnego guzika, ale przygładził ją i doprowadził do porządku. Tak mu się przynajmniej zdawało. – Chętnie zostaję – powiedział, siadając z powrotem. - To dobrze. – Uśmiechnęła się szeroko. – Ja za to muszę zostawić pana na chwilę samego – dodała i trzymając obie połowy spódnicy razem, wstała. – Muszę do toalety. - Ach, rozumiem – burknął szarmancko, wsuwając się jak najgłębiej w siedzenie. - Jak wrócę, opowiem panu o różnicach między dyscyplinami gimnastycznymi. - Doskonale. – Ukłonił się przesadnie głęboko. Susan sięgnęła torbę spod stolika i wyszła, jedną ręką kontrolując rozcięcie spódnicy. Gdy zasunęły się drzwi przedziału, wstał prędko. Z kieszeni ...