-
M jak Marlowe
Data: 05.02.2023, Kategorie: bez tagów, Autor: starski
... wydobył skórzany futeralik, z niego wielofunkcyjny przybornik. Paznokciem podważył jeden z przyrządów. Z uzyskanym w ten sposób śrubokrętem doskoczył do panelu klimatyzacji. Odkręcił z wprawą trzy śrubki. Lewą dolną zostawił na swoim miejscu. Podważył pokrętło i to ustąpiło z cichym trzaśnięciem. Schował je do kieszeni. Odsunął odkręcony panel na dół, na jedynej przykręconej śrubce. Przyrząd, ze śrubokręta zamienił w kombinerki. Włożył dłoń do odkrytej wnęki i nie patrząc nawet do środka, manipulował tam przez chwilę. Wreszcie zajrzał na sekundę, po czym znów wsadził rękę i krzywiąc się, majstrował, aż coś nie ustąpiło. Popatrzył. Zadowolony zasunął pokrywkę na miejsce i przykręcił. Na koniec wydobył z kieszeni pokrętło i wcisnął je na swoje miejsce. Przybornik składał już siedząc. Schował go zaraz do futerału, a ten na powrót do kieszeni. W przedziale zagrała piosenka Gipsy Kings. Z początku nie rozumiał, zaraz jednak zorientował się, że odgrywa ją wsunięty w szparę między oparciem a ścianą telefon Susan. Przestał, ale tylko na chwilę. Znów ostrymi akordami rozbrzmiała cygańska gitara. Odczekał chwilę, po czym sięgnął po aparat i sprawdził wyświetlacz. Morris. Obrazek przedstawiał pluszowego psiaka w pirackiej chuście i z przyprawionym wąsikiem. Bocznym przyciskam obniżył głośnik do zera i odłożył telefon na miejsce. Wróciła dopiero po kolejnych dziesięciu minutach. Odświeżyła się, poprawiła i tak bardzo lekki makijaż i wreszcie zapięła nieszczęsną spódnicę. Na ...
... myśl o tym, że mogła pozbyć się intruza, a mimo to zatrzymała go na własne życzenie, uśmiechnęła się do siebie w lusterku toalety. Gdyby ktoś z jej znajomych zastał ją w podobnym towarzystwie, nie uwierzyłby własnym oczom. Jej samej trudno było w to uwierzyć. Na pewno wygląd fizyczny detektywa nie odzwierciedlał jego osobowości. Raczej odpychający, bez wątpienia, ale nie pamiętała już, kiedy rozmawiała i śmiała się tak ostatnio w towarzystwie jakiegoś mężczyzny. Na pewno opowie o tym Anabeli, na pewno nie wspomni ani słowem Morrisowi. We dwie będą śmiały się z tego przez tydzień. - Już jestem – powitała go, wchodząc do przedziału. Siedział ze swoją pomiętą gazetą tuż przy oknie. Wchodząc poczuła jego wodę kolońską, walczącą ze wszystkich sił z nutą potu i domieszką alkoholu. Odłożył czasopismo i podniósł się lekko na jej widok. Usiadła na swoim miejscu, dokładnie naprzeciw. Za oknem rozciągało się właśnie zielone pastwisko, które w jednej chwili pokryło się gęstym stadem łaciatego bydła. Przyglądali się w milczeniu temu niesamowitemu widokowi, aż bydło znikło nagle, znów odsłaniając zielone połacie krótko przystrzyżonej trawy. Mignęły samotne kępy krzewów, jeziorko i znów pastwisko, aż po horyzont. - Wygląda na to, że piękna pogoda utrzyma się i dziś. – powiedział, wpatrzony w podwójną szybę – Ani jednej chmurki. – Zgodziła się z nim skinieniem. Nagle podskoczyła jak ukłuta szpilką. Przypomniała sobie o telefonie dopiero teraz, gdy poczuła lekką wibrację. Wydobyła go ze ...