-
M jak Marlowe
Data: 05.02.2023, Kategorie: bez tagów, Autor: starski
... szpary, w której spoczywał. To była wiadomość, ale na wyświetlaczu widniało też sześć nieodebranych połączeń. Czytała i nie potrafiła powstrzymać uśmieszku. Morris. Był już gotowy. Napisał tylko „ Proszę”. Niech się smaży dalej. Uśmiechnęła się kącikiem ust. - Zdaje się, że wibrował i wcześniej – Odezwał się detektyw. - Tak, w jakiś sposób zniżył mi się dzwonek, pewnie gdy wciskałam go tutaj. Nic się w każdym razie nie stało. - Nic pilnego? - Nie. Nic ważnego. – Odłączyła telefon od zasilania i wrzuciła go do torby. – Nic, co nie mogłoby poczekać. W południe stało się jasne, że temperatura w przedziale podnosi się mimo ustawionej na maksymalne obroty klimatyzacji. - Zdaje się, że przekleństwo przyszło tu za mną – Zauważył detektyw, wachlując się gazetą. Z nawiewu wydobywało się ciepłe powietrze, więc wyłączyli go zupełnie. Susan, siedząc przy nasłonecznionej szybie, pociła się, cierpiała i narzekała. Marlowe, co jakiś czas wychylał się na korytarz w poszukiwaniu konduktora. Otworzyli okno. Do środka wdarł się hałas, ale i zbawienny powiew. Wewnętrzne radio trzeszczało, ale nie można było zrozumieć ani słowa. Pojawił młody konduktor. Był blady. Przepraszał. Zza pleców nagabywali go pasażerowie. - Mamy awarię w całym wagonie – powtarzał. – Za chwilę przyjdę do pani i otworzę okno – powiedział przez ramię do jakiejś otyłej Murzynki. – Jeszcze raz najmocniej przepraszam – zwrócił się znów do nich. Oboje przyjęli przeprosiny skinieniem. Wyszedł. - ...
... Myślę, że można z powodzeniem ubiegać się o zwrot kosztów – mruknął Marlowe. – Ja akurat nie płacę ani grosza, ale pani powinna jak najbardziej. - Dlaczego pan nie płaci? – Zaciekawiła się Susan. - Podróżuję koleją, bo koszty pokryte są konwencją z policją. Dlatego nasz drogi wydział zafundował mi tę wycieczkę, zamiast wsadzić w samolot. Nikomu się nie spieszy, a ich nic to nie kosztuje. Nie miałem wyboru. Musiałem przystać na tę p r o p o z y c j ę. - Rozumiem. Tyle w tym dobrego, że przynajmniej pan za to nie płaci – przyznała – Ja chyba rzeczywiście złożę zażalenie. - Radzę pani. - Mógłby pan mnie reprezentować! - To adwokat – zauważył – Ja jestem jedynie, prywatnym detektywem. - Ach, no tak – uśmiechnęła się zmartwiona. - Mogę najwyżej pójść z panią i potrzepać jakiegoś urzędnika za klapy – Uniósł pokazowo zaciśnięte pięści. – Ale to raczej nic nie da. Biurokracja jest odporna na wstrząsy. – Roześmiali się oboje. Susan zaczynały przeszkadzać nawet letnie sandałki. Czuła, że poci się pod koszulą i spódnicą. Ubranie detektywa już od jakiegoś czasu zdobiły wielkie plamy potu. Po raz kolejny udała się do toalety. Wszystkie okna w korytarzu były opuszczone. Gdy wyszła z przedziału, wraz z łoskotem, uderzył w nią wiatr. Jej spocone ubranie i rozpuszczone włosy łopotały, targane podmuchem. Było to całkiem przyjemne. Bluzkę i bieliznę przyklejoną miała do skóry. Ochlapała się zimną wodą i powycierała papierowymi ręcznikami. Czerwona twarz w lustrze ...