-
M jak Marlowe
Data: 05.02.2023, Kategorie: bez tagów, Autor: starski
... wyglądała jak nie jej. Starała się poukładać rozwichrzoną fryzurę. Rozpięła koszulę choć na chwilę. Tak samo spódnicę. Po brzuchu spływały strużki potu. Pozwoliła żeby woda w kranie lała się chłodną strugą. Opłukała w niej przeguby, zmoczyła kark. Ktoś głośno zapukał do drzwi. - Zajęte – powiedziała, nie starając się nawet żeby ją dosłyszano. Przecież jest zamknięte. Ktoś powinien sam wiedzieć, że musi poczekać. Ogarnęła się i pozapinała. Zaraz jednak pogłębiła dekolt w koszuli o dwa guziki. Nie miała dużych piersi, nie musiała się obawiać, że będzie wulgarna. Po chwili namysłu rozpięła też spódnicę, do kolan. Potem jeszcze trochę wyżej. – Co się tak szczypię – burknęła niemal na głos – Jak zakonnica. Nie zamierzała paradować w majtkach, ale odpięła jeszcze dwa guziki, tak akurat, do pół uda. Kusiło ją, żeby zdjąć koszulę i umyć się choćby w tej zimnej wodzie, ale wydało jej się to takie...prymitywne. Powtórzyło się ostre pukanie. Przekręciła zamek i wyszła. Starsza kobieta, sięgająca jej może do łokcia, zmierzyła ją zdenerwowanym spojrzeniem i wepchała się pilnie do środka. Susan, wracając huczącym korytarzem, niemal zmarzła, przyjemnie. Marlowe stał twarzą w otwartym oknie. Wielka ciemna plama na plecach już dawno zdominowała barwę koszuli. Gdy weszła, odwrócił się i zapiął pospiesznie guziki, zakrywając pękaty, zarośnięty brzuch. Obdarzył ją przelotnym spojrzeniem. Na zapachy już nawet nie narzekała. Nie było śladu alkoholu, ale pot i woda kolońska walczyły teraz na ...
... równi w egzotycznych zapasach. Zastanowiła się czy zamknąć drzwi do przedziału, gdyż stworzył się całkiem przyjemny, chociaż trochę nachalny przeciąg. - Może niech pani zostawi – zagaił, jakby czytał jej w myślach. Dużymi dłońmi starał się wyprasować zmiędloną koszulę. - Sądzi pan? - Powiewa całkiem przyjemnie – Uśmiechnął się i usiadł. Przyznała mu rację i również zajęła swoje miejsce. - Byłem się rozejrzeć. W moim przedziale podróżuje jakaś kolorowa para z czwórką dzieciaków. - Chciał mnie pan opuścić? – Jej spocona, zarumieniona twarz, w oprawie wilgotnych włosów, lśniła, jakby dopiero co wyszła z kąpieli w Venice Beach, a nie z toalety w pociągu. Zabrzmiało nieśmiałe Grande Valse. Detektyw chwycił się za boczną kieszeń spodni, po czym odpiął ją i wsunął do środka kosmatą dłoń. Wydobył mały aparacik, otworzył go i przystawił do ucha. - Marlowe...Tak...Nie...Nie wiadomo...Oczywiście...To się jeszcze okaże... Powinien pan porozmawiać ze swoimi ludźmi...Więc jest tak jak podejrzewałem...Dobrze. Do usłyszenia panie inspektorze. – Zamknął klapkę, popatrzył jeszcze krytycznie na aparat, jakby nie do końca przekonany. - Czasem, ludzie zaczynają rozumieć rzeczy, dopiero po tym jak rzeczywistość uderzy ich prosto w czoło – powiedział tajemniczo. Wrzucił telefon z powrotem do kieszeni i usiadł. Pociąg zwolnił. Krajobraz zatrzymywał się za oknem, jakby gęstej atmosferze udało się wreszcie powstrzymać pędzące wagony. Gdy stanęli, okazało się, że chłodny wiatr, ...