-
Agnieszka
Data: 15.02.2023, Kategorie: kochankowie, wspomnienia, Autor: latarnia_morska
... się pomiędzy mną i Agnieszką. To nie był zwykły, przelotny seks... To była prawdziwa Miłość... Miłość w czasie burzy... Wiedziałem, że nigdy już nie będę patrzył na deszcz tak samo, jak większość ludzi. CZERWIEC 2010 Gwałtowny grzmot za oknem wyrwał mnie z krainy wspomnień. Spojrzałem na kieliszek w ręku i jednym haustem wypiłem zawartość. Odetchnąłem głęboko. Odwróciłem się i podszedłem do barku. Nalałem po raz kolejny. Spojrzałem na stojące obok wieży zdjęcie. Zdjęcie Agnieszki. Mojej Agnieszki... Wyłączyłem radio i włożyłem płytę do odtwarzacza. Dźwięki "When the smoke is going down" wypełniły pokój. Dźwięki mojej ulubionej piosenki... Wtedy nie dotrzymałem słowa. Nie wróciłem. Nie dane mi było wrócić. Udało mi się dotrzeć, choć z wielkimi perypetiami, do obozu w górach. Profesor w zasadzie nie miał pretensji. Sami ledwie przeżył koszmarną burzę i nie miał czasu się złościć. Późnym wieczorem burza wróciła. Tuż po północy zbocze góry, na którym stał obóz, ruszyło w dół. To była całkowita zagłada, zdawało się - koniec świata. Ledwie rozbudzony wyskoczyłem przed domek tylko po to, aby zobaczyć lecący na mnie potężny świerk. Na jakikolwiek unik było za późno. Poczułem uderzenie i straszliwy ból w lewej nodze... Potem już nic nie było... Jakimś cudem kolegom udało się mnie wyciągnąć spod powalonego drzewa. Obóz został całkowicie zniszczony. Mój samochód także nie miał szczęścia, pozostał w górach, przywalony zwałami błota. Potem był lot śmigłowcem ...
... ratunkowym, trzymiesięczny pobyt w szpitalu, dwie operacje... I słuchane przez radio wieści o wielkiej fali równającej z ziemią kotlinę Kłodzką, Opole, Wrocław. A potem... Długa rehabilitacja, zakończona na szczęście pełnym powrotem do zdrowia, codzienne życie, zwykłe obowiązki przyćmiły wspomnienia przydrożnego zajazdu, pięknej Agnieszki. Właściwie czasami w sercu odzywała się tęsknota, wracały wspomnienia. Nie odważyłem się jednak już potem pojechać, nie próbowałem zadzwonić... Tak minęło ponad sześć lat... WRZESIEń 2003 Łagodne wrześniowe słońce stało w zenicie, kiedy minąłem przełęcz B. Jechałem służbowo do K., aby odebrać od kustosza tamtejszego muzeum dokumentację geologiczną w związku z planowaną dużą, międzynarodową wystawą, rozpoczynającą się za tydzień, tuż po rozpoczęciu roku akademickiego. Tym razem nie jechałem szybko. Miałem sporo czasu. Zresztą, im dalej jechałem, tym bardziej odruchowo zwalniałem. Słodko-gorzkie wspomnienia dopadały mnie coraz mocniej. Wreszcie za zakrętem ujrzałem znany mi budynek i ten sam neon, co sześć lat temu. Budynek, który nawiedzał mnie tak często w snach... Wziąłem głęboki oddech i skręciłem na parking. Kiedy wysiadłem z samochodu miałem wrażenie, że znów jest 1997. Rozejrzałem się i zobaczyłem łany traw, kołyszące się pod wiatrem na zboczach wzgórz i duże ciemne chmury rozwijające się nad szczytami gór. Wiedziałem, że mogą zwiastować burzę. I w głębi duszy chciałem, aby nadeszła. Zajazd wyglądał z zewnątrz, jakby nic się ...