-
Agnieszka
Data: 15.02.2023, Kategorie: kochankowie, wspomnienia, Autor: latarnia_morska
... nie zmieniło. Zbliżając się do drzwi potrząsnąłem energicznie głową, aby odgonić natrętnie wracające wspomnienia. Wszedłem do środka i stanąłem zaskoczony. W zajeździe było dość tłoczno. Kierowcy tirów, rodzina z dziećmi, grupka wiejskich pijaczków przy jednym ze stolików. Za bufetem stała dość mocno zbudowana, nieznana mi kobieta. Serce zamarło mi w piersiach z wrażenia. Usiadłem przy wolnym stoliku i zamówiłem kawę. Obserwowałem barmankę, kiedy ją niosła. - Przepraszam Panią, czy Pani Agnieszka w dalszym ciągu jest właścicielką tego lokalu? - zapytałem ostrożnie, gdy stawiała filiżankę przede mną. - Tak, proszę Pana, cały czas. Pani Agnieszka i jej mąż. Serce zabiło mi szybciej. - Przepraszam... Czy jest może gdzieś w pobliżu? - Chwilowo jej nie ma. Ale powinna wkrótce przyjechać. - Dziękuję - powiedziałem i poczułem jak moje policzki płoną. Barmanka odeszła, a ja pochyliłem się nad filiżanką. Czułem gwałtowny wzrost ciśnienia. Próbowałem opanować potok myśli płynący w mojej głowie. "Idioto, co Ty sobie wyobrażasz" - myślałem - "Przez sześć lat nie dawałeś znaku życia i teraz znienacka... Nie lepiej odjechać?" Ostatecznie postanowiłem jednak zostać. Obawiałem się trochę tego spotkania, ale czułem, że, bez względu na wszystko, winien jestem jej wyjaśnienia. Jakieś dziesięć minut później drzwi zajazdu się otworzyły i weszła Agnieszka. Wyglądała dokładnie tak samo, jak sześć lat temu. Jej twarz była pogodna, a oczy świeciły wciąż tym samym ...
... blaskiem. Tuż za nią wbiegł mały chłopiec. Nie odzywałem się, obserwowałem z napięciem. Chłopiec zniknął na zapleczu, a Agnieszka zaczęła rozmawiać z barmanką. Ta widocznie powiedziała jej, że pytałem o właścicielkę, bowiem odwróciła się i spojrzała na mnie. Nasze oczy się spotkały. Patrzyliśmy na siebie w milczeniu. Widziałem, że mnie poznała. Widziałem zakłopotanie na jej twarzy. Powoli ruszyła w moją stronę. Wstałem od stolika. - Albert? - zapytała cicho, z niedowierzaniem, podchodząc blisko. - Cześć, Agnieszko - uśmiechnąłem się z zakłopotaniem. Nie było to może najlepsze przywitanie po ponad sześcioletniej nieobecności, ale jedyne, jakie w tym momencie przyszło mi do głowy. Staliśmy naprzeciw siebie w milczeniu. Jej twarz płonęła czerwienią. Moja też nie wyglądała chyba lepiej. - Boże... - szepnęła wreszcie i objęła mnie ramionami. Kierowcy tirów przy sąsiednim stoliku spojrzeli przelotnie, z zainteresowaniem, ale szybko wrócili do rozmowy. Staliśmy tak objęci przez dłuższą chwilę. Czułem, jak nasze ciała drżą. Wreszcie Agnieszka odsunęła się i spojrzała na mnie poważnie. - Albert, minęło ponad sześć lat - powiedziała. - Wiem. Jestem Ci winien wyjaśnienia... - zacząłem, nie bardzo wiedząc, jak kontynuować - A Ty ani trochę się nie zmieniłaś. - Dziękuję - uśmiechnęła się do mnie tym samym uśmiechem. Usiedliśmy przy stoliku. Agnieszka patrzyła na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Wziąłem głęboki oddech... - Wiesz... Wtedy w lipcu... - ...