1. Agnieszka


    Data: 15.02.2023, Kategorie: kochankowie, wspomnienia, Autor: latarnia_morska

    ... ślinę i zacząłem opowiadać. Rozmawialiśmy przez dłuższą chwilę. Opowiedziałem jej o mojej rehabilitacji, o pracy na uczelni, o skończonym prawie doktoracie.
    
    Rozmowę przerwał Albert, który wyszedł z kuchni i usiadł koło matki, patrząc na mnie.
    
    - Wiesz, że mamy tak samo na imię? - spytał z niewinnością dziecka.
    
    - Cóż, tak... Tak się zdarza... - odparłem, czując, że moje ciśnienie znów rośnie - Twojej mamie to imię zawsze się podobało...
    
    - Wiem - powiedział chłopiec - Często mi to mówiła.
    
    Ponownie zapadła niezręczna cisza. Lokal coraz bardziej się zapełniał i w zasadzie nie było już wolnych miejsc.
    
    - Wygląda na to, że robi się tłoczno - przerwała milczenie Agnieszka - Czy mógłbyś, jeśli masz jeszcze chwilę, zająć czymś Alberta na kilka minut, a ja pomogę Małgosi obsłużyć klientów?
    
    - O... Oczywiście - odpowiedziałem zaskoczony - Jeżeli tylko Albert chce ze mną zostać...
    
    - Pewnie - zawołał z uśmiechem chłopiec - Możemy wyjść na dwór. Mam nowe ringo, a Mama jeszcze nie miała czasu ze mną zagrać.
    
    - No to chodź - powiedziałem.
    
    Mały blondynek chwycił mnie za rękę. Nagły dreszcz przebiegł mnie, gdy poczułem dotyk tej małej dziecięcej rączki. To było prawie ponad siły. Wyszliśmy na zewnątrz.
    
    Graliśmy z ringo przez dłuższą chwilę. Albert, jak na swój wiek, był żywym, szybkim i silnym chłopakiem. Po jednym z jego kolejnych rzutów nie utrzymałem się na nogach i usiłując schwytać kółko wylądowałem na boku w piachu. Usłyszałem perlisty śmiech. Agnieszka, ...
    ... właśnie nadeszła i obserwowała mój upadek.
    
    Podniosłem się szybko, zawstydzony.
    
    - Masz fantastycznego syna. Bardzo żywotnego - powiedziałem, otrzepując spodnie z kurzu.
    
    - Mam... - usłyszałem w odpowiedzi - Jest miłością mojego życia. Jedną z dwóch... obok męża...
    
    Znów zapadła niewygodna, męcząca cisza. Wszystko właściwie zostało powiedziane... do samego końca... Wziąłem głęboki oddech.
    
    - Nooo... Myślę, że powinienem już jechać. Muszę dotrzeć do K. przed 16...
    
    Agnieszka popatrzyła na mnie smutnym wzrokiem i odwróciła się do syna.
    
    - Albert... Idź do Małgosi i poproś ją, żeby Ci dała lody...
    
    - Przed obiadem? - oczy chłopczyka roześmiały się.
    
    - Tak, ale tylko ten jeden raz.
    
    - Hurra! - wrzasnął i zaczął biec w stronę zajazdu.
    
    - Albert! - zawołała matka - Zapomniałeś się pożegnać!
    
    Chłopiec wrócił i wyciągnął do mnie dłoń.
    
    - Do widzenia. Dziękuję za grę ze mną.
    
    - Nie ma za co, Albercie - powiedziałem ze ściśniętym gardłem i przykucnąłem przed nim.
    
    W tym momencie rzucił mi się na szyję i przytulił. Potem odwrócił się i pobiegł z powrotem do zajazdu.
    
    Wstałem i patrzyłem za nim, jak znika w drzwiach. Łzy płynęły mi po policzkach. Otarłem dłonią twarz.
    
    - Cóż, chyba naprawdę lepiej będzie, jak już pojadę - powiedziałem jeszcze raz i spojrzałem na Agnieszkę.
    
    Jej twarz, podobnie jak moja, zalana była łzami.
    
    - Czy... Czy mogę zostawić Ci swój numer telefonu... adres?... - zapytałem głuchym głosem - Czy mogę...
    
    Wciągnęła głęboko ...