1. Agnieszka


    Data: 15.02.2023, Kategorie: kochankowie, wspomnienia, Autor: latarnia_morska

    ... smutnego. Tęsknotę... utracony sen... nieziszczone marzenia...
    
    - Czemu tego nie zrobiłaś?
    
    - Wiesz, po maturze... Ojciec zmarł... Ktoś musiał prowadzić ten lokal...
    
    - To nic straconego - powiedziałem szybko, zbyt szybko - Rzuć tę pracę i jedź ze mną do obozu. Przynajmniej poznasz trochę studenckiego życia. A na jesieni...
    
    Już mówiąc to zorientowałem się, że palnąłem głupstwo. To miało być śmieszne, ale chyba specjalnie mi nie wyszło.
    
    Agnieszka spojrzała na mnie poważnie, pierwszy raz bez uśmiechu.
    
    - To nie jest najlepszy pomysł. Jestem właścicielką tego miejsca i prowadzę je razem z mężem... - rozejrzała się po lokalu ze smutnym wyrazem twarzy.
    
    - Ojej... Jesteś zamężna... - próbowałem gwałtownie zmienić temat na bardziej zręczny - Nie nosisz obrączki...
    
    - Od ośmiu lat. A obrączki nie można nosić w kuchni. To niehigieniczne. Przepisy sanitarne.
    
    - Nie wiedziałem... - powiedziałem ze zdziwieniem - A masz dzieci?
    
    To było najgłupsze pytanie, jakie mogłem zadać. Jej śliczną twarz ponownie spowił smutek... Głębszy jeszcze niż poprzednio. Zorientowałem się, że palnąłem głupstwo... Chciałem cofnąć wypowiedziane słowa, ale było to niemożliwe. Nie wiadomo dlaczego przestraszyłem się nagle, że wstanie i odejdzie. Nie chciałem tego. Było mi przykro...
    
    - Przepraszam.... - szepnąłem - nie chciałem Ci sprawić przykrości.
    
    Tylko to mogłem w tej chwili powiedzieć. Spojrzała na mnie ze smutkiem i widziałem, że powstrzymuje łzy.
    
    - To nie twoja wina... - ...
    ... szepnęła ochrypłym głosem - Nie, jeszcze nie mam, chociaż...
    
    Uśmiechnęła się smutno.
    
    - Nie masz ochoty na jeszcze jednego kotleta? - zapytała szybko.
    
    - Tak, z chęcią... - odpowiedziałem z wymuszonym uśmiechem, wdzięczny jej za zmianę tematu.
    
    W tym momencie w drzwiach kuchni ukazała się postawna, starsza kobieta o rubasznym wyglądzie, zdejmująca fartuch. Nietrudno było się domyślić, że była to kucharka - Maria. Wyglądała na typową wiejską kobietę.
    
    - Mario, czy nie został Ci przypadkiem jeszcze jeden wysmażony schabowy? - zapytała Agnieszka.
    
    Kobieta spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. Zobaczyłem kilka brakujących zębów.
    
    - Masz tu głodnego klienta, co? - przyjrzała mi się uważnie - Całkiem miły chłopiec. Bardzo milusi... I taki zgrabny...
    
    Zdębiałem. Przez chwilę miałem wrażenie, że ma ochotę podejść do mnie i pogłaskać po głowie.
    
    - Przestań Marysiu, zawstydzasz mnie. Co nasz gość sobie o nas pomyśli...
    
    Jeszcze szerszy uśmiech rozlał się na twarzy kobiety. Mrugnęła do mnie.
    
    - Zdaje mi się, że jeszcze jeden albo dwa kotlety zostały w kuchni - powiedziała - No, dzieciaki, bawcie się dobrze. Wracam do domu i do mojego chłopa. Pewnie znowu leży pijany. Deszcz trochę zelżał.
    
    Z torby trzymanej w ręce wyciągnęła gumofilce i parasol w kwiaty. Na głowę założyła wiejską chustkę.
    
    Spojrzałem przez okno. Deszcz rzeczywiście padał jakby nieco słabiej. Zegar wiszący nad barem wskazywał 22. O tej porze powinienem już być w obozie. Czekali na mnie. Pomyślałem, ...
«12...567...22»