1. Kłamca (I)


    Data: 15.02.2023, Autor: blackjack

    W deszczowy dzień, na pustym skrzyżowaniu, ktoś obcy wsiada do auta Mari. I to właśnie jest początek jej kłopotów, bo seksowny mężczyzna o nieciekawej, mrocznej przeszłości, jest niczym bomba z opóźnionym zapłonem.
    
    Marianna rozejrzała się po pustym audytorium. Prócz niej, nie było już nikogo. Zresztą nic dziwnego, o tej porze!
    
    Lubiła panującą tu ciszę, półmrok, czający się w zakurzonych kątach, echo odbijające się od ścian. Instytut był dla niej drugim domem, schronieniem iczymś w rodzaju bezpiecznej przystani. Kiedy kończyła pracę, szybko zbiegała po schodach, z samej góry ogromnego gmaszyska przy ulicy Fredry, wprost na przystanek tramwajowy. Potem wystarczyło chwilkę poczekać i dwadzieścia minut późnej była już w domu, w swoich własnych, ukochanych czterech ścianach.
    
    Jednak tego dnia od samiuteńkiego rana lało jak z cebra. Postanowiła więc, że tym razem skorzysta z samochodu.
    
    Nie spiesząc się oddała klucz woźnemu i wyszła na zewnątrz, naciągając na głowę kaptur przeciwdeszczowej kurtki. Niewiele to pomogło, bo kiedy wsiadała do auta, miała całkiem przemoczone nogi.
    
    No tak – pomyślała z wisielczym humorem. – Zapomniałam o kaloszach.
    
    Było już ciemno, a strugi wody spływały po przedniej szybie, zamazując widok opustoszałego i jakby wymarłego miasta. Ostrożnie ruszyła z miejsca, włączając wycieraczki. Ujechała spory kawałek, gdy nagle zahamowała z piskiem. Mało brakowało, a nie zauważyłaby czerwonego światła.
    
    Sięgnęła do włącznika radia i zamarła ...
    ... zaskoczona, bo od strony pasażera ktoś energicznie otworzył drzwi i zajął miejsce tuż obok. Przez moment miała wrażenie, że to może ktoś znajomy, kto dostrzegł jej twarz przez zaparowaną szybę samochodu. Jednak intruz nie zdjął kaptura. Za to wyciągnął w jej kierunku dłoń, w której trzymał broń.
    
    – Co to jest? – Marianna zachłysnęła się z wrażenia.
    
    – Nie zadawaj głupich pytań, tylko jedź. Jest zielone. No już! – warknął i czubkiem pistoletuszturchnął ją w bok.
    
    Bezmyślnie wrzuciła bieg i ruszyła przed siebie.
    
    – Grzeczna dziewczynka – powiedział tylko i rozsiadł się wygodniej na siedzeniu. Choć miał szorstki głos, to jego akcent był dziwny, niemal śpiewny. Inny. Od razu pomyślała o wschodniej granicy.
    
    – Gdzie mam jechać? – spytała. Czuła, że zaskoczenie powoli zamienia się w panikę. Serce nieznacznie przyspieszyło, dłonie zaczęły drżeć, ale z tym akurat sobie poradziła, zaciskając je z całej siły na kierownicy.
    
    – A gdzie mieszkasz? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
    
    Zatrzymała się na kolejnym świetle i spojrzała w jego kierunku z wyraźną obawą.
    
    – Niedaleko stąd.
    
    – Sama?
    
    – Z rodzicami – skłamała. Roześmiał się cynicznie.
    
    – Sama – potwierdził ze spokojem.
    
    Zaklęła w duchu. Nie mogła powiedzieć, że z narzeczonym albo koleżanką?
    
    Co on zamierzał? Uprowadzić ją i zgwałcić? Zabić?
    
    Bez słowa sięgnął po torebkę, którą beztrosko rzuciła za siedzenie. Chwilę w niej grzebał, aż w końcu wyjął etui z dokumentami.
    
    – Nie mam pieniędzy, tylko karty – ...
«1234...8»