-
Kłamca (I)
Data: 15.02.2023, Autor: blackjack
... jej podbródek. Kobieta zbladła, kurczowo zaciskając dłonie. Spokój. Tylko spokój. – Czy mogłabym najpierw skorzystać z toalety? I przygotować jakieś kanapki? Jestem głodna. – Ja również. Dobrze. Masz pół godziny. Wygodnie rozsiadł się na sofie, patrząc jak Marianna znika w drzwiach łazienki. Nie marnowała tam czasu, załatwiła co trzeba i przeszła do kuchni. Pstryknęła włącznikiem czajnika. Wyjęła z lodówki kilka produktów. Z szuflady mały nożyk. Potem zacisnęła zęby i sięgnęła niżej, po gaz pieprzowy. Postawiła go obok innych artykułów. Wiedziała, że każdy jej ruch śledzą podejrzliwe, szare oczy. Ciekawe czy zorientował się, co zamierza? Tymczasem mężczyzna w milczeniu kontemplował widok jaki się przed nim roztaczał. Kobieta była naprawdę piękna. Średniego wzrostu, o zgrabnych biodrach i nogach, które mógłby podziwiać godzinami. Do tego krótkie, obcięte na pazia jasne włosy, delikatna cera, zielonkawo niebieskie oczy w oprawie długich i ciemnych rzęs. I te usta… Duże, wyraziste, z lekko uniesionymi kącikami, jakby lada chwila miała się uśmiechnąć. Szkoda, że nie do niego. Wykrzywił się z goryczą. Nie czas na bezsensowne zachwyty. Będzie miał takich na kopy, gdy tylko dotrze do celu. Jedną, dwie, dziesięć. Naraz lub osobno. – Chcesz herbaty czy kawy? – przerwała panującą ciszę. – Herbaty. Ze spokojem zaczęła zastawiać stół. Zmrużył oczy. Niemożliwe, by tak dobrze nad sobą panowała? Celował w nią z broni, nie znała jego zamiarów, a zachowywała się ...
... jakby na kolację wpadł nieproszony gość. Coś knuła. Ten spokój był zaledwie pozorny. – Mówiłeś, że jesteś ranny? – To draśnięcie. – Zdezynfekuję i opatrzę. – Wiesz, że nie podoba mi się twoja uprzejmość? – To ty mierzysz do mnie z broni. – Owszem – wstał i podszedł bliżej. Odruchowo cofnęła się, opierając o kuchenny blat. Jedna ręka powędrowała za plecy i zacisnęła się na niewielkim pojemniczku z gazem. – Powiedziałeś, że jeśli będę grzeczna to puścisz mnie wolno. Więc jestem. – Akurat – mruknął. Nie zdążył jednak dodać nic więcej, gdy kobieca dłoń wystrzeliła do przodu. Nigdy wcześniej nie widziała, by ktoś mógł być tak szybki. Odtrącił jej ramię, jednocześnie wykonując unik. Krzyknęła z bezsilnej złości. I spróbowała raz jeszcze. Ale pozbawiona przewagi zaskoczenia, nie miała żadnych szans. Unieruchomił ją, przyciskając do gładkiej ściany lodówki. Dłonie przytrzymał nad głową. Nie przypuszczała, że w tak szczupłym mężczyźnie może drzemać tyle siły. Widziała w jego jasnych oczach gniew i co najbardziej zdumiewające, podziw. – Sprytna dziewczynka z ciebie – pochwalił niechętnie. Zanim zdążyła pomyśleć co robi, splunęła mu w twarz. Potem zamarła. Z pozornym spokojem otarł policzek wierzchem dłoni. – Chcesz wojny? – spytał cicho. Przerażona, zaprzeczyła ruchem głowy. – To bierz te opatrunki i do roboty! – rozkazał, nieoczekiwanie ją puszczając. Pojemniczek z gazem wsadził do kieszeni i pchnął znieruchomiałą kobietę w ...