1. Kłamca (I)


    Data: 15.02.2023, Autor: blackjack

    ... powiedziała cicho, znów ruszając.
    
    – Jedź do domu.
    
    – A ty?
    
    – A ja pojadę z tobą. I jak będziesz grzeczna, to nie zrobię ci krzywdy. Potrzebuję opatrunku i dachu nad głową na dwie noce.
    
    – Ale…
    
    – Ani słowa. I nie kombinuj paniusiu, bo może się to skończyć dla ciebie bardzo źle.
    
    Nie zaprotestowała. W tej chwili szanse na wyswobodzenie czy ucieczkę były równe zeru. Może gdy będą wysiadać? Albo w domu? Ma w szufladzie gaz pieprzowy. Coś na pewno wymyśli, byle nie poddać się panice. Tylko spokój może ją uratować.
    
    Zaparkowała, zgasiła silnik i zerknęła na milczącego napastnika.
    
    – Co teraz?
    
    – Teraz wysiądziemy. Najpierw ja, potem ty. Zapamiętałaś, że masz być grzeczna?
    
    – Broń zazwyczaj hałasuje.
    
    – Bystra z ciebie dziewuszka, ale nie do końca. To coś na końcu, to tłumik.
    
    Z całej siły zacisnęła zęby. Panika i przerażenie narastały. W samochodzie nie zrobił jej krzywdy, ale w domu? Grube ściany starej kamienicy doskonale tłumiły wszelkie hałasy.
    
    – Ostatnie piętro – oznajmiła, gdy ujął ją za ramię i podprowadził do drzwi. Na kamiennych schodach zastukały jej obcasy. Pomyślała z irytacją, że wybrała wyjątkowo głupie obuwie na taki dzień. Ale lubiła swoje „służbowe” garniturki i wysokie buty. Tylko dlatego wzięła dziś samochód. Aby nie zakładać kaloszy…
    
    Normalnie pokonywała drogę na piąte piętro dość wolno. Teraz została zmuszona do szybkiego marszu. Raz czy dwa potknęła się na schodach, ale od razu poczuła silne szarpnięcie i znów stała na ...
    ... nogach.
    
    W końcu znaleźli się na samej górze. On wciąż zakapturzony, milczący, wbijając lufę w jej prawy bok. Ona coraz bardziej przerażona. Mogła krzyczeć, mogła protestować. Lecz cóż by to dało, jeśli spełniłby swoją groźbę i pociągnął za spust?
    
    Nic.
    
    Musi znaleźć lepszy moment.
    
    – Czy mógłbyś mnie puścić? Chcę się rozebrać.
    
    – Ależ bardzo chętnie – odparł z przekąsem. Starannie zamknął drzwi i oparł się o nie plecami.
    
    Zapaliła światło i zdjęła kurtkę. Potem buty. I dopiero wtedy odważyła się zerknąć na swego przeciwnika.
    
    Był wysoki, dużo wyższy niż ona. Szczupły, ubrany w bure łachy, nieokreślonego koloru i kroju. Broń wciąż trzymał wycelowaną prosto w jej pierś.
    
    – Usiądź na krześle – polecił.
    
    Zrobiła, co kazał.Patrzyła jak zrzuca mokry płaszcz, coraz bardziej zdziwiona, bo nie tak wyobrażała sobie przestępcę czy gwałciciela. Ciemne, półdługie włosy, szczupła twarz, wysokie kości policzkowe, wąskie usta. I oczy. Szare, przenikliwe.
    
    Czy był przystojny? Nie, raczej nie. Sprawiał wrażenie nieprzystępnego, surowego. Było w nim coś pierwotnego, coś, co sprawiło, że poczuła strach.
    
    Był niebezpieczny. I niebezpiecznie fascynujący.
    
    Przełknęła ślinę, gdy podszedł bliżej. Z kieszeni wyjął kajdanki.
    
    – Ale…
    
    – Nie mogę ryzykować, że gdy się odwrócę, walniesz mnie w głowę czymś ciężkim. Nie wyglądasz na zalęknione dziewczątko i raczej tylko czekasz na okazję, by mnie ogłuszyć. Prawda? – spytał drwiąco, kucając tuż przed nią i czubkiem broni podnosząc w górę ...
«1234...8»