1. Pan ognia (Sługa płomieni 5)


    Data: 09.03.2023, Autor: nefer

    ... przyznała. Wykorzystała zapewne okazję aby się wykazać i odzyskać łaski bazylissy, nie zorganizowała jednak tej zasadzki samodzielnie. Robert Krótkonogi musiał się przy tym spodziewać nie tyle niewoli, co śmierci rywala. W tej sprawie spotkał go zawód, bo najwidoczniej Damarena i jej wysłanniczka miały inne plany. Czy jednak Rianna zechce się wycofać? Nie cierpiała cesarzowej i pragnęła jej upadku. To ona parła do udziału w tej wyprawie oraz dołożyła licznych starań, by doszła ona do skutku. Czy teraz pozwoli spełznąć jej na niczym? Nawet za cenę wolności lub życia męża? Co prawda, oblężenie i tak ugrzęzło w martwym punkcie. Jeszcze kolejne dwa miesiące, a niezależnie od wszystkiego, będą musieli zbierać się do odwrotu. Z drugiej strony wolał nie rozważać niemożliwych do odgadnięcia motywów bazylissy.
    
    Tymczasem korzystał z gościny w tej wygodnej celi dla szczególnych więźniów. Nie dostarczono mu wprawdzie nowego ubrania, ale ofiarowana przez Arię opończa okazała się ciepła i przydatna. Przez jakiś czas utrwalony w fałdach materii zapach budził miłe wspomnienia, potem zwietrzał. Jedzenie podawano w wystarczającej ilości i smaczne, nie brakowało wody. Tylko wino skończyło się jeszcze pierwszej nocy.
    
    Jeżeli mógł poprawnie śledzić upływ dni rytmem dostarczanych posiłków, to nadszedł trzeci wieczór, gdy znowu odwiedziła go Aria w towarzystwie kilku zbrojnych. Tym razem nie bawiła się jednak w żadne uprzejmości.
    
    - Idziemy, książę. Opór nie ma sensu. I oddaj, proszę, ...
    ... tę opończę. Nie wydaje mi się, abyś mógł jej jeszcze potrzebować.
    
    Na znak dziewczyny strażnicy uwolnili ręce więźnia, skuwając je jednak ściśle na plecach. Ona sama przewiązała mu oczy opaską.
    
    - Zamierzasz oddać mnie w ręce kata? - spytał, udając zawadiacką obojętność.
    
    - To nie ja zadecyduję o twoim losie. Nie obawiaj się jednak, panie. Sądzę tylko, że zajmiesz teraz o wiele wygodniejszą kwaterę – odparła gniewnym głosem.
    
    Nie należało bardziej jeszcze rozdrażniać pani Arii, toteż nie próbował już o nic wypytywać i dał się poprowadzić, gdy osobiście ujęła go za ramię. Pokonali kolejne korytarze, potem wiodące w górę schody. Gdy potknął się raz czy drugi, przewodniczka podtrzymała go silnym uchwytem dłoni. Bosymi stopami wyczuł miękkie kobierce, po których obecnie stąpał. Skrzypnęły drzwi. Uśpiony okazywaną mu życzliwością, dał się zaskoczyć, gdy któryś ze strażników popchnął go silnie w plecy. Upadłby i pewnie dotkliwie się potłukł, gdyby znowu nie pomocna ręka dziewczyny. Tym niemniej, leżał na posadzce. Tutaj nie znalazł już kobierców. Usłyszał kroki wychodzących strażników. Przez chwilę nic się nie działo. Wreszcie ktoś zdjął opaskę, Aria, oczywiście. Uczyniła to jednak nie z własnej woli lecz najpewniej na polecenie kobiety zasiadającej na ozdobnym krześle, ustawionym na podwyższeniu, do którego wiodło kilka stopni.
    
    - Odejdź teraz. Chciałabym udzielić księciu Bastianowi audiencji prywatnej. Wezwę cię w razie potrzeby. – Kobieta uczyniła jednoznaczny gest ...
«12...121314...40»