-
Pan ognia (Sługa płomieni 5)
Data: 09.03.2023, Autor: nefer
... jakiegoś nikłego płomyka domowej lampy. Panowała nienaturalna cisza, nawet plusk fal wydawał się słaby jak na tak silny ruch powietrza. Otulił się opończą, wdzięczny jednak za to, że nie musi stać tutaj nagi. Nie zatrzymali się zresztą zbyt długo i nie mógł tymczasem podziwiać widoków. Raz jeszcze ruszyli krętymi schodami, obecnie w dół, zanurzając się w czeluściach wieży. Zeszli do samej podstawy, ujrzał potężny, zablokowany żelaznymi klinami kołowrót mechanizmu opuszczającego i podnoszącego przegradzający zatokę łańcuch. Kluczowe miejsce obrony miasta. Światło dawały płomienie pochodni. Strażowali tu, podobnie jak i w samej wieży, kolejni gwardziści. Doliczył się razem około dwudziestu. Czekał też jakiś nie pierwszej już młodości mężczyzna, odziany w szary, nie rzucający się w oczy strój. Jego twarz wydawała się blada, skóra rąk zniszczona, mrużył niedowidzące zapewne oczy. Na widok cesarzowej skłonił się głęboko. - I jak, mistrzu Leonie? Czy wszystko gotowe? - Tak, Najjaśniejsza Pani. Wiatr i odpływ nam sprzyjają, do Dłoni uchodzą też liczne strumyki, co daje stały prąd wody... To bardzo dobrze, jeżeli nic nie stanie na przeszkodzie... - Mistrzu, doceniam twoją troskę, ale odpowiedz, proszę, na moje pytanie. Czy wykonaliście swoją część planu? - Tak, o pani. Dołożyliśmy wszelkich starań, naprawdę wszelkich starań... - Czy na pewno wszystko gotowe? - powtórzyła, z trudem opanowując zniecierpliwienie. - O tak, pani. O, tak. Na chwałę Chrysoplis oraz ...
... Twego panowania. - Dziękuję, mistrzu. Nagroda nie ominie ani ciebie, ani całego waszego bractwa. Będzie najlepiej, jeżeli zaczekasz teraz w bocznej komnacie. Uprzejmie wskazała drogę, wykonując jednak równocześnie inny gest pod adresem dowódcy swej straży. Dziwnego starca odprowadzono do jednego z pomieszczeń i zamknięto drzwi. Przy pasie Damareny zawisł kolejny klucz. Pomimo pomyślnych, jak mogłoby się wydawać, wiadomości, bazylissa nadal na coś czekała, z trudem zachowując pozory opanowania. Wreszcie na schodach pojawiła się Aria, odziana podobnie jak jej pani i lekko zdyszana. Obydwie te okoliczności dodawały tylko dziewczynie uroku. - Jakie wieści? - W słowach cesarzowej zabrzmiało napięcie. - Wszystko idzie zgodnie z planem, pani – odparła wysłanniczka głuchym głosem. A może to tylko brak tchu i ponure otoczenie sprawiły, że w taki sposób to odebrał. - Bardzo bobrze! A zatem zaczynajmy! - Bazylissa odczuła wyraźną ulgę. - Opuścić łańcuch! - rozkazała. Kilku żołnierzy ujęło ciężkie młoty i miarowymi uderzeniami wybiło blokujące kołowrót kliny. Potem wystarczył już tylko lekki napór na drążki uchwytów i koło ruszyło. Z głośnym, odbijającym się we wnętrzu wieży szczękiem żelaza, łańcuch zaczął wysuwać się przez otwór uczyniony w kamiennej ścianie, tuż przy samej podłodze. Po dłuższej chwili ruch ustał, najwidoczniej ogniwa spoczęły na dnie niezbyt głębokiej zatoki. Droga na wody Dłoni oraz do samego miasta stała otworem, o ile wiedział, po raz pierwszy od ...