1. Pan ognia (Sługa płomieni 5)


    Data: 09.03.2023, Autor: nefer

    ... małżeńskiego łoża. Nie będziesz nawet godna pozycji nałożnicy. Gdy już znudzę się pokazywaniem ci twego właściwego miejsca, oddam cię stajennym albo może niewolnikom z jakiejś kopalni. Niech też zaznają trochę uciechy!
    
    - Nie ośmielisz się! Jesteś zbyt wielkim tchórzem!
    
    - Dość tego gadania. Już czas!
    
    Ujrzeli, jak łódź cesarzowej przepływa przed dziobami okrętów Chrysopolis. Wyprostowana bazylissa wymachiwała ramionami i zapewne wykrzykiwała jakieś rozkazy. Pierwsze z galer zaczęły skręcać. Za późno! Tkwiły już w spływającej plamie czarnej, tłustej cieczy. Powstało zamieszanie, nie sposób w jednej chwili zawrócić floty idącej do boju!
    
    Demetriusz odepchnął dziewczynę i przybrał odpowiednią pozycję, układając strzałę oraz naciągając cięciwę. A jednak okazał się głupcem, lekceważąc Arię. Odrzuciła własny łuk i skoczyła. W ostatniej chwili wpiła się w ramię przeciwnika. Wypuszczony pocisk nie doleciał daleko. Upadł nieszkodliwie w wodę u stóp wieży. W miejscu, do którego nie dotarła jeszcze groźna plama. Wrogowie zwarli się w walce, dziewczyna górowała zręcznością i wyszkoleniem, Demetriusz siłą. Kiedyś musiał też zapewne odebrać jakąś wojenną zaprawę. Aria zamierzała teraz dobyć sztyletu. Nie uczyniła tego wcześniej, chciała bowiem przede wszystkim zniweczyć fatalny strzał, co zresztą w pełni jej się udało, ale opłaciła ten sukces utratą równowagi. Arystokrata zdążył uchwycić w nadgarstku dzierżącą nóż rękę. Teraz to mężczyzna uzyskał przewagę, raz i drugi uderzając ...
    ... zaciśniętą dłonią przeciwniczki o kamienne blanki. Nie wypuściła sztyletu, ale też nie była w stanie użyć tego oręża. Jeszcze chwila, a wysunie się ze zdrętwiałych palców. Na wodach zatoki wciąż trwało zamieszanie. Cesarskie okręty zawracały, napastnicy dostrzegli już tę ucieczkę i przyspieszali, ruszając w pościg.
    
    On sam zerwał z ramion opończę, podarunek bazylissy. Wyciągnął rękę i wepchnął kraniec materii w garnek z żarem. Kosztowna, barwiona tkanina zajęła się ogniem. Podsycił płomienie, kręcąc ramieniem dla wzięcia zamachu. Zarzucił okrycie na plecy Demetriusza. Arystokrata, bardziej nawet zaskoczony, niż poważnie oparzony, wrzasnął z bólu i zwolnił uchwyt, w którym więził dłoń Arii. Dziewczyna wbiła ostrze prosto w pierś wroga, a potem raz po raz godziła nim w szyję, tors i brzuch byłego ambasadora. Czyniła to nadal nawet wtedy, gdy upadł już na kamienie. Dzięki temu więzień zyskał czas, aby sięgnąć po jedno z porzuconych łuczysk. Następnie zdołał przyciągnąć nim którąś ze specjalnie przygotowanych strzał. Pochylając się, przytknął opleciony pakułami czubek do żarzących się węgli.
    
    - Ario! Uspokój się, Ario! On już nie żyje! Uwolnij mnie!
    
    Spojrzał wzdłuż drzewca płonącej strzały. Cesarskie okręty zdążyły wykonać zwrot, nadal jednak pozostawały na obrzeżu plamy. W szczególności łódź patrolowa z samą bazylissą...
    
    - Nie rób tego! - zawołała dziewczyna. - W ogóle nie wypuszczaj tego pocisku!
    
    - Uwolnij mnie!
    
    - Ale jak?
    
    - Masz klucz! Dała ci go Damarena i w ...
«12...323334...40»